Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

Coś mi odpaliło i postanowiłam przypomnieć sobie jak to fajnie było czasem coś wyhaftować. Żeby mieć większą motywację i dodatkowo dostać pozwolenie na pracę w dzień od dziecka wymyśliłam Osiołka. Całego wzoru jaki znalazłam nie chciało mi się robić (była tam jeszcze dziewczynka a girlanda była wokoło osiołka). Minimum jakie założyłam był sam osioł. Żeby nie było lekko zmieniłam kolory, bo w oryginale całość była w odcieniach niebieskiego, a kto widział niebieskiego osła? ;-) Po tygodniu pracy mniej więcej obrazek jest gotowy :-)

[img]

Krzysiowi się bardzo spodobało. Szczególnie jak już widział efekty. Ciekawe co jutro rano powie jak dostanie całość w ramce ;-)

Ogólnie robota mi się podobała. Pierwszy raz co prawda stawiałam krzyżyki na tak drobnym płótnie i w pierwszym momencie był to szok dla oczu i rąk. Po jakimś czasie jednak się przyzwyczaiłam i szło już całkiem spokojnie. Może by tak coś jeszcze wydziergać... ;-)

1 komentarz

Niedostateczna kontrola nad tłem może utrudnić obiór treści czy wręcz zakomunikować widzowi coś całkiem przeciwnego, niż zamierzałeś. Mój znajomy, który jest reżyserem dźwięku o niezmiernie radykalnych poglądach, zwykł inwestować każdy zarobiony grosz w produkcję prosowieckich filmów propagandowych. W swoim ostatnim dziele porównał Stany Zjednoczone z lat 70. do nazistowskich Niemiec, chcąc przez to otworzyć umysły mieszkańców szeroko pojętego Zachodu na "oświecony" system Rosji sowieckiej. (...)

Przypominam sobie pewną soczystą scenę nakręconą przed jedną z fabryk samochodów gdzieś na północy kraju. Główną rolę grał w niej pewien związkowiec, który głośno protestował przeciw zbyt niskim stawkom: "Kapitalizm to sposób na wy... (rolowanie) ludzi pracy!" - krzyczał.

Nic więc dziwnego, że treści niesione przez film spodobały się sowieckim dygnitarzom, którzy zaczęli zabiegać o możliwość wyświetlenia go w publicznej telewizji. Gdy wreszcie się udało, obraz rzeczywiście odbił się szerokim echem - ku radości aparatczyków i samego twórcy - lecz powód owego poruszenia nie był do końca taki, jak zakładano (...)

Otóż daleko na drugim planie, obok bramy wjazdowej do zakładów, było widać fragment obszernego parkingu przeznaczonego dla pracowników, wraz z zaparkowanymi samochodami. W owych czasach pracowników tego typu fabryk było z powodzeniem stać na auta, które składali. Dla Rosjanina krótka migawka z parkingu wypełnionego najnowszymi modelami wozów była znacznie bardziej przekonująca niż nośne hasła szefa związku zawodowego.

Cytat wybrany złośliwie i tendencyjnie, poza nim cała książka jest oczywiście stuprocentowo techniczno - twórczym poradnikiem operatora kamery. Dla początkującego - jak znalazł, a może nawet bardziej; niedzielny kamerzysta, (...)

... czyli H. przybywa z odsieczą, zostaje mianowany Przyjacielem (właśnie tak, przez duże P!) i w uznaniu zasług poczęstowany improwizowanym kolacjośniadaniem. Ale tak swoją drogą, jeśli ktoś wybiera się pieszo z Pragi Północ na Żoliborz, to najdalej przy moście siekierkowskim powinien zauważyć, że coś poszło nie tak...

Z okazji zakupu nowego komputera, postanowiłem odstawić wreszcie starego, dobrego, zasłużonego Debiana i wypróbować coś innego. Głównym powodem tej decyzji była chęć poszerzenia doświadczenia i większego obycia się nie w konkretnej dystrybucji, ale w Linuksie w ogóle. Po krótkim zastanowieniu wybór padł na Archa i jak dotąd (instalacja nie jest jeszcze kompletna) jestem bardzo zadowolony.

(...)

Kiedy tak właściwie "oglądnąć" zastąpiło "obejrzeć"?

[Pamiętam czasy, kiedy "oglądnąć" używało się ironicznie. Albo kiedy było się analfabetą. Teraz używają tego wszyscy we wszystkich kontekstach. Za którymś razem nie wytrzymałem i sprawdziłem kalendarz ("oglądnąłem" go (ha ha)), bo może niespodziewanie i niepostrzeżenie przeniosłem się w przyszłość, kiedy ta nieregularność owego czasownika została rozwiązana na niekorzyść "obejrzeć"... Cóż, chyba było to nieuniknione. Ale i tak wzięło mnie z zaskoczenia.]

2 komentarze

Chciałem dzisiaj pomówić trochę o muzyce w grach. Jednym i drugim zajmuję się w zasadzie całe życie, choć niestety ściśle amatorsko, tym niemniej są pewne obserwacje których nie widzę jakoś szczególnie w internetach. Dziś powiem wam o czymś, co, z braku lepszej nazwy, będę nazywał "Efektem Tristram". Nazwa ta pochodzi bezpośrednio z gry Diablo, nie bez powodu, bo to tam najsilniej jest obserwowany ten efekt.

Wszyscy wiemy, że muzyka to jedno z najsilniejszych narzędzi do budowania nastroju i klimatu, nie bez powodu - jest to w zasadzie jedyny rodzaj sztuki który tak bezpośrednio oddziałuje na emocje słuchającego niezależnie od jego tła kulturalnego. Jak to ładnie poeci mówią, muzyka "bezpośrednio trąca struny duszy" - jest środkiem uniwersalnym, niewymagającym przystosowywania do regionalnych różnic. W mediach audiowizualnych, jak film i gra komputerowa, muzyka jest dodatkowym kanałem informacyjnym dla odbiorcy, którym przekazuje się ogólny kierunek i natężenie emocji sceny - przy czym równie silnie może działać jej nagły brak. Muzyka to bardzo potężny środek klimatotwórczy ( :) ).

W grach komputerowych przez pewien okres czasu bardzo popularna była "hubowa" konstrukcja eksploracji świata - jedno lub kilka "centralnych" miejsc, najczęściej jakiś rodzaj miasta czy siedliska, z których dopiero eksplorujesz na zewnątrz i wracasz okresowo. Dla designerów oczywiste jest więc, że lokalizacje w których gracz przebywa najczęściej muszą być stale ciekawe i stale przyjemne w odbiorze - i tu właśnie wchodzi Efekt Tristram od którego zacząłem.

Miasto Tristram w pierwszym Diablo było dość obskurną mieściną z kilkoma NPC, której podstawowym celem było wystartować gracza, dawać questy, uzupełnić zasoby i sprzedać loot zebrany w czasie gry. Powrót tam jest wpisany ściśle w rozgrywkę (choć nie "konieczny"), więc gra musiała zejść nam z drogi aby Tristram nie (...)

[img]

Powoli mija rok odkąd mieszkam w Gdańsku. Chciałabym umieścić w tym wpisie kilka refleksji i spostrzeżeń, które towarzyszyły mi przez ten czas. Zamieszkałam w mieście zupełnie różnym od tych najbardziej mi znanych – o odmiennym klimacie i o innych zwyczajach osób mijanych na ulicy. Czasami czułam się, jakbym zmieniła nie województwo a kraj – choć język pozostał ten sam.

(...)

[img]

...ale i tak gratulacje:-).


(Stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nie daje tak wielkich uprawnień, żeby określenie "prezydent Europy" traktować serio, więc do końca miałem nadzieję raczej na stanowisko przedstawiciela do spraw zagranicznych dla Sikorskiego, co w obecnej sytuacji bardziej by się nam przydało - polityka to jednak sztuka kompromisów i osiągania tego co możliwe, a przepchnięcie Sikorskiego chyba możliwe nie było, więc czepiać się nie będę.)

9 komentarzy

This message is for Polish readers only (mostly to my friends), you will probably not be interested.

Dla wszystkich zainteresowanych, w wolnej chwili razem z pecetem nagraliśmy pierwszy odcinek Nerdblog.pl Podcast. Nie mam pojęcia czy pecet pozostanie w ekipie czy też był tylko gościem, formuła i jakość podcastu też mam nadzieję się poprawią w przyszłości. Prawdopodobnie też będę mówił w przyszłości o rzeczach ciekawszych niż te pierdoły, które poruszaliśmy do tej pory.

Całość jest nagrywana całkowicie niepoważnie, zawiera alkohol i brzydkie wyrazy. Zostaliście ostrzeżeni. Dla ambitnych jest jeszcze odcinek pilotażowy.

Chciałem się dowiedzieć czegoś na temat HPAV2 i z kim się trzeba przespać, żeby takie coś zainstalować w domu; zamiast tego dowiedziałem się wszystkiego o HPV.

[Czyżby antycypowały zakończenie pierwszego zdania?]

2 komentarze

Zorientowałem się właśnie, że na moim blogu był widget Facebooka. Nie byłem tego świadomy, gdyż moja dotychczasowa przeglądarka takie rzeczy blokowała. Był więc niedoglądany, ale działał. A jakie dawał efekty?

(...)

[img]

Tradycja publikowania opowiadań nominowanych do Zajdla w formie e-booka umacnia się z roku na rok - dwa lata temu mieliśmy półlegalny zlepek PDF-ów, rok temu formatowanie było już uporządkowane, ale część opowiadań tylko we fragmentach, a teraz dostaliśmy w końcu kompletny, elegancko opracowany zbiór, do ściągnięcia z oficjalnej strony. Oby tak dalej!

Tyle o formie, a co z treścią?


( ¥ b 3 r p µ n |{ ! (Michał Cetnarowski)

Czego można się spodziewać po tak pretensjonalnym tytule? Oczywiście jeszcze bardziej pretensjonalnego tekstu - i niestety, taki też dostajemy. Napuszony, pełen nieskrywanej ekscytacji, że już wkrótce całe nasze życie będzie usieciowione, zautomatyzowane i w ogóle. Całość budzi skojarzenia z "CyberJoly Drim", które nagrodę Zajdla swego czasu dostało - ale to było w 1999, kiedy internet dopiero zaczynał wkraczać w nasze życie, więc i ekscytację można było zrozumieć. Dziś, kiedy mamy netu pod dostatkiem (jeśli nie w nadmiarze), opisy jeszcze głębiej w nim siedzącej bohaterki nie budzą już podniecenia, tylko wzruszenie ramion: OK, pewnie za dwadzieścia lat będzie to tak wyglądać, i co z tego?

No właśnie, żeby chociaż coś z tego wynikało - ale nie, tu nawet nie ma fabuły, to praktycznie nie opowiadanie, tylko rozdęty do kilkudziesięciu stron artykuł z gazety pt. "Dzień z życia AD 2040". A szczególnie żenujący jest ten cały 1337 5p34k - już dzisiaj niemodny, a autor wydaje się serio wierzyć, że ludzie będą go kiedyś używać w codziennych rozmowach. Śmiech na sali.

Ale gwoli sprawiedliwości, nie jest to aż takie złe, jak sugeruje powyższa tyrada - autor ma potencjał i może będą z niego ludzie.


(...)

"Samoloty" znam już chyba na pamięć. Młody to tyle razy oglądał, że już powoli zaczęło mi bokiem wychodzić ;-) Niestety "dwójka" jeszcze jakiś czas dostępna nie będzie skoro dopiero co się w kinach kończy :-/

Zastanawiałam się co by tu można jeszcze Małemu zapodać na "długą bajkę"... "Potwory i Spółkę" podpowiedziało mi przedszkole. Nie udało mu się całej obejrzeć bo im się płyta zacinała itp. Bajka zachwyciła. Mnie też się podobała. Pewnie jeszcze parę razy obejrzę ;-) Może nawet z radością. Poza tym Krzyś czasem prosi o puszczenie mu filmików z samolotami na komputerze. Najchętniej z Kapitanem z "Samolotów" i najlepiej jak na filmiku rozkłada skrzydła i startuje %-) Pewnego dnia przypomniało mi się, że kiedyś przecież widziałam film z samolotami... taki dla dorosłych. Jakieś 30 lat temu z VHS na zimowisku. Zrobił na mnie duże wrażenie, nie zostawił jakiejś taumy, bo to nie była współczesna jatka gdzie krew się leje gęsto i często. Do tej pory lubię filmy z podróżami w czasie ;-) Wygóglałam więc "The final countdown", ściągnęłam i nieśmiało zapodałam rodzinie jako "kino familijne" ;-)

Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Zastanawiałam się na początku czy Młody w ogóle da radę coś takiego obejrzeć, ale zdjęcia samolotów i lotniskowca przesłoniły mu wszystko. Uratowanie pieska przez żołnierzy też zachwyciło. Postanowił, że jest wszystkimi samolotami na raz, helikopterem też ;-) oraz na moje nieśmiałe pytanie czy mu się podobało stwierdził:
- Fajny film... będzie można go jeszcze raz kiedyś obejrzeć - odpalił silniki i poleciał do drugiego pokoju i z powrotem ;-)
Reszcie rodziny też się podobało. Co prawda Paskuda nie oglądała od początku po potraktowała temat wzgardliwie ale potem widać było że trochę żałowała. Jeszcze będzie (...)

W tak zwanym przemyśle są rzeczy, które przerastają człowieka nawet (a może szczególnie) po doktoracie. Wiem, że to powinno być przejściowe, ale i tak jest dobijające. Najgorsze jest to, że nie da się tego ominąć. Żadną metodą. Po prostu trzeba się dotrzeć... Bo skąd niby ja !$!@#$ mam wiedzieć, że sól jest trzymana w słoiku z napisem cukier?

1 komentarz

# NYC

wiedzaokulturze 8 dni temu

[img]

Książka "Nowy Jork. Neurotyczna stolica świata" autorstwa Vereny Lueken to dwustrustronicowy esej o chyba dość niezwykłym miejscu. Nie jestem pewna. Poszczególne rozdziały o pogodzie, zieleni, długości życia mieszkańców, dress codzie czy kodach pocztowych nie do końca o tym świadczą. W tej sytuacji nie bardzo wiem, po co książka powstała. Niby autorka czuje się dumną, choć przyjezdną, nowojorczanką, a jakoś nie udało jej się Nowego Jorku odpowiednio (mi) zarekomendować.

Zabrakło mi trzech rzeczy. Po pierwsze, zabrakło mi narracji o obiektach. Mam wrażenie, że Lueken napisała o NYC bardzo ogólnie, nie wgryzając się w ani jedną poważną rzecz. W związku z tym nie dowiedziałam się niczego. Ani gdzie gdzie pójść, ani co zjeść. Po drugie, o ile w przypadku książki Rittenhouse nie brakowało mi ilustracji, tutaj ilustracje mogłyby publikację uratować. Po trzecie, książka zdaje mi się powierzchowna. W nic się nie wgryza, nie bada związków przyczynowo-skutkowych, mało mówi o historii i mieszkańcach miasta.

Nadal szukam dobrego reportażu lub przewodnika (nie turystycznego) po NYC. Uprasza się o rekomendacje! :)


Przeglądaj strony: