Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

Na komodzie obok łóżka stoi obiekt, który pieszczotliwie nazywam "pretty hate machine". Jest to budzik, czerwony, staromodny. Przy czym "staromodny" w dzisiejszych czasach oznacza przedmiot, którego jedynym przeznaczeniem jest bycie budzikiem, w sensie: nie aplikacja w telefonie. Budzik z natury cyka i tyka uspokajająco (lub wkurzająco, jak kto lubi) i ma bateryjkę, która jakiś rok temu zdechła. Od tamtej pory stoi ów, martwy, na tej komodzie jako swoiste memento, skazany na wieczne wskazywanie godziny 12:01.

A przynajmniej stał. Albowiem parę dni temu jakieś zamieszanie związane z zaspaniem i macaniem na ślepo doprowadziło do tego, że pretty hate machine poleciało na podłogę, w którą to wyrżnęło z wielkim łoskotem. I cud się stał! Machina odżyła! Znów cyka jednostajnie uspokajająco i już nie wskazuje wiecznie godziny 12:01. Myślałem, że podycha może parę chwil i zatrzyma się znów na jakiejś zupełnie przypadkowej godzinie. Ale nie. Trzecią noc już dzielnie cyka i tyka i się nie poddaje. W sumie to nawet pocieszające, coś jak wizyta starego przyjaciela, którego się miało za zmarłego...

"Wielki błękit" (reż. Luc Besson, 1988). Mój Boże, ten film to magnes! Nie da się od niego oderwać oczu. Kadry się błękitne i wysmakowane, muzykę pamiętam do tej pory, a relacje między dwójką bohaterów zbudowały niesamowitą opowieść. Chłopcy rywalizowali ze sobą w dzieciństwie i po wielu latach spotykają się ponownie, by sprawdzić, który z nich wytrzyma dłużej pod wodą. Pobijają kolejne rekordy. To rzecz nie tylko o pasji/obsesji, osobiście dotknęła mnie niedoskonała przyjaźń między bohaterami oraz chęć ucieczki na dno. Choć film nie jest specjalnie skomplikowany, na pewno szybko się o nim nie zapomina. Trzy godziny, które mogłabym powtórzyć.

"Promised Land" (reż. Gus Van Sant; 2012). Bardzo prosty film o nieuczciwości w gospodarce kapitalistycznej. Pracownik koncernu wydobywczego (Matt Damon) przybywa do małego miasteczka, by powoli podkupować miejscowe tereny i przystosowywać je do wydobycia gazu łupkowego. Kiedy podczas spotkania z mieszkańcami głos zabiera emerytowany nauczyciel chemii, sprawy ulegają komplikacji. Wkrótce pojawia się jeszcze jeden przeciwnik. Zaczyna się mała wojna o to, kto, kogo i jak skutecznie zmanipuluje. Bardzo liczyłam na to, ze finał mnie zaskoczy. Niestety. Wpasował się w prostą konwencję zakładającą metamorfozę bohatera.

"Kogel-Mogel" (reż. R. Załuski, 1988) kręci raczej moich rodziców niż mnie, ale trzeba mu oddać sprawiedliwość. Jak na lata osiemdziesiąte, reprezentuje całkiem fajny klimat, a i humor też, jak sądzę, dociera do każdego. Bohaterką jest młoda studentka (dostała się właśnie na pierwszy rok), która zwiała z domu, w którym rodzice postanowili wyprawić jej wesele. W Warszawie poznaje przypadkiem małego chłopca, który lubi ją do tego stopnia, że zmusza rodziców do sprowadzenia jej do domu. Katarzyna Solska trafia więc do rodziny bardzo przyjemnego, zdystansowanego do całej sytuacji (...)

Nadszedł czas, aby porzucić (nie oszukujmy się) nudne, turystyczne mekki Europejczyków, którzy chętnie spędzają wakacje w Turcji, Grecji oraz Hiszpanii. Prawdziwe wakacje to nie leżakowanie przy basenie w czterogwiazdkowym hotelu, lecz poznawanie kultury danego kraju, jego lokalnych przysmaków oraz ludowych tradycji. I taki też plan zamierzam zrealizować właśnie w 2015 roku.

Ostatnimi czasy bardzo modnymi kierunkiemi stały się kraje południowej Europy. Wśród nich szczególnie wyróżnia się Albania. Miałem okazję "liznąć" ją przy okazji wizyty w Kanionach Czarnogóry #1. Wtedy też wpisałem ją na mentalną wewnętrzną listę krajów do zwiedzenia w całości. Szczególnie, że Albania uchodzi za kraj tani, przyjazny i nienasycony tak bardzo turystyką, jak pobliska Chorwacja czy obecnie Czarnogóra. Albania nadal pozostaje niedoceniana i dlatego wzbudza takie emocje.

[img]

Atrakcje turystyczne

Republika Albanii jest bardzo zróżnicowanym państwem i to pod wieloma względami. Często mówi się, iż to „kraj mercedesów” z osobliwym kodeksem drogowym, mafii i dreszczyku emocji wynikającego z wszechobecnego widoku kałasznikowów na ulicach stolicy. Tymczasem okazuje się, iż Shqiperia (jak nazywana jest przez miejscowych Albania) to miejsce równie atrakcyjne jak sąsiednia Grecja i niedaleka Chorwacja. Piękne plaże położone nad Morzem Adriatyckim lub Jońskim przyciągają miłośników naturalnego odpoczynku. To prawdziwy raj dla historyków sztuki, bowiem na terenie Albanii występuje setki zabytkowych cerkwi, meczetów i klasztorów. To kraj na terenie którego przez wieki przeplatały się wpływy islamu i chrześcijaństwa, co ma odzwierciedlenie nie tylko w bogatej architekturze, ale także w lokalnej kuchni. (...)

Jak mówi poprzednia notka, wyemigrowałem. Nie daleko, dwie i pół godziny od miasta rodzinnego. Prawie rok. Czas na wnioski?

Nie ma wniosków. Tak jak wszędzie, z większą pensją i mniejszymi problemami. Co swoją drogą jest naprawdę ciekawe. Co można powiedzieć, gdy niepiśmienny i nieumiejący się dogadać emigrant ma w kraju mniej problemów, niż wykształcony przedsiębiorca biegający do ZUSu bo "system zaksięgował pięć wpłat z kolejnych miesięcy jako ten sam miesiąć pięć razy"?

Przyznaje, kiedyś się dziwiłem - dlaczego ludzie wyjeżdzają na zmywak, opuszczają rodzinę, znajomych, jadą gdzieś by się gnieździć w polskim getcie gdzieś w Nowym Jorku. Możne nawet nazwałem ich tchórzami. "Nie chce wam się tworzyć własnego kraju", mówiłem. I co? Punkt widzienia zależy od punktu siedzenia. Wyjeżdzali do wygodnego, bezproblemowego życia. Dlaczego nie mieliby? Tchórze? Skąd. Uciekli niczym kobieta od męża-pijaczyny, albo mężczyzna od żony-jędzy. "Nie chcecie naprawić swojego związku", jak na prawidziwych masochistów przystało?

Czy jest różowo? Nie jest. Jeśli miałbym oceniać subiektywnie - jest tak samo. Obiektywnie jest sporo lepiej.

W dzisiejszym odcinku książki o książkach i innej twórczości:

  • Galeria dla dorosłych (Feliks W. Kres)
  • O książkach, ludziach i sztuce (Ryszard Kapuściński)
  • Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki (Marek Raczkowski)
  • Białe pisarstwo (J. M. Coetzee)
  • Jesteś moją matką? (Alison Bechdel)
  • Listy. Lem - Mrożek
  • Młodszy księgowy (Jacek Dehnel)


(...)

[img] 6 lutego krakowski DKF Rozpięci zaprasza na wyjątkowe spotkanie z kinem islandzkim. W programie pokazu znajdą się filmy trzech ostatnich laureatów narodowej nagrody Edda dla najlepszego filmu roku.

(...)

Ostatnie przerwy w działaniu Joggera są spowodowane atakami spammerskimi oraz złośliwymi crawlerami zabijającymi serwer. W niedługim czasie będziemy się przenosić na nowy, dużo mocniejszy serwer, który będzie lepiej zabezpieczony przed tego rodzaju paskudztwem. Więcej informacji wkrótce.

— Czy są bogowie, Konowale? Nigdy nie wierzyłam w bogów.

— Nie wiem, Pani. Żadna religia, z jaką się zetknąłem, nie miała sensu. Żadna nie była konsekwentna. Większość bogów, opisanych przez ich wyznawców, to megalomani i psychopatyczni paranoicy. Nie rozumiem, jak mogli przeżyć własny obłęd. Jednak to niemożliwe, by istoty ludzkie nie potrafiły zinterpretować potęgi o wiele większej niż ich własna. Może religie są skrzywionym i zdeprawowanym cieniem prawdy. Może istnieją siły, które kształtują świat. Osobiście, nigdy nie rozumiałem, dlaczego w tak rozległym wszechświecie bóg miałby troszczyć się o coś tak trywialnego jak kult czy ludzki los.

Ciekawe, czy ktoś w ogóle kojarzy skąd to wziąłem. W sumie padły tu imiona dwóch ważnych bohaterów. Odpowiedź to: "Biała róża", pióra Glena Cooka

Ponad dwadzieścia lat badań naukowych wykazało, że to paradoksalne zjawisko [myślenie o czymś, o czym explicite zakazano myśleć - przyp. t.] funkcjonuje w wielu dziedzinach życia: na przykład proszenie ludzi będących na diecie, by nie myśleli o czekoladzie, powoduje, że zjadają jej więcej, albo proszenie obywateli, by nie głosowali na idiotów, kończy się wybraniem George’a Busha na prezydenta.

Richard Wieseman, "59 sekund". Nabyte z czyjejś [erm... sprae?] rekomendacji tutaj. Zapowiada się ciekawa lektura.

1. Mam czarne i gęste brwi, które mierzwią się przy zdejmowaniu swetrów przez głowę, więc codziennie rano układam je za pomocą specjalnej szczoteczki do brwi, którą wcześniej opryskuję lakierem do włosów.

2. Mam kartę pływacką, która nigdy mi się do niczego nie przydała.

3. Nie mam prawa jazdy ani karty rowerowej, choć to pierwsze pewnie przydałoby mi się wielokrotnie.

4. Prawie zawsze wychodzę z domu z empetrójką. Nie słucham muzyki z telefonu, bo empetrójka była pierwsza i nigdy się nie przestawiłam na telefon.

5. Jestem katoliczką (mimo to nigdy nie podjęłam drażliwego tematu wiary na swoim blogu) i szanuję tradycję piątkowego postu. Z tego powodu na piątkowy obiad jadam zazwyczaj pierogi ruskie lub rybę z frytkami i sałatką.

6. Nienawidzę wesel.

7. Jestem skąpa jak Szkot, kupowanie ciuchów w promocji przyprawia mnie o rozkosz. Myślę, że mogłabym być niezłym materiałem na żonę, bo nie trzeba mnie zabierać na randkę do drogiej knajpy i na pewno wyszłabym za faceta, który oświadczyłby mi się słowami: „wyjdź za mnie! Ten pierścionek jest z dwudziestoczterokaratowego złota, ma nawet certyfikat, a wylicytowałem go na aukcji internetowej za jedyne 240zł”.

8. W niektórych kwestiach jestem upierdliwą perfekcjonistką, układam poduszki na łóżku niemal pod linijkę, kosmetyki w łazience ustawiam wielkością i etykietami do przodu. Jeśli zaprosisz mnie do domu i zobaczę w Twojej łazience kosmetyk stojący etykietą do ściany, odwrócę go.

9. Lubię sprzątać, ogromną przyjemność sprawia mi rozpuszczanie kamienia przy pomocy płynu Cilit

10 Co roku zarywam noc żeby obejrzeć na żywo rozdanie Złotych Globów i Oscarów.

11. Całe gimnazjum paliłam (...)

Nadejszła wiekopomna chwila, kiedy to wzorem Igora opowiem, jak to zdarzyło mi się wyjść ze strefy komfortu. Nie jest to pierwszy raz, ale jeden z większych, dlatego jest wpis.

Co bystrzejsze osoby już po tytule będą bliskie domyślenia się o czym będzie dzisiejszy wpis, ale zanim przejdę do rzeczy, to jeszcze oczywiście odbędę małą podróż do przeszłości, gdzie wszystko się zaczęło.

Na wstępie zaznaczę, że należę do osób, które boją się prawie wszystkiego. Bardzo, bardzo udaję, że tak nie jest, ale w głębi duszy jestem galaretą jak Prosiaczek z Kubusia Puchatka. Na dodatek jak gąbka chłonę negatywne informacje na temat swój i otoczenia (nie dotyczy krytycznych komentarzy na blogu, bo w marcu stuknie mi dziesięć lat doświadczenia, choć tu też bywa różnie). Niewiele mi trzeba, żeby moja bujna wyobraźnia poszła w ruch, więc jak w dzieciństwie zaczęły do mnie docierać komentarze o dentystach-sadystach, to nietrudno domyślić się jakie były tego owoce. Żeby to jakoś eufemistycznie ująć… Stado słoni nie zaciągnęłoby mnie na dentystyczny fotel. Nie ma bata, nic, żadne przekupstwo nie wchodziło w grę, fobia do grobowej deski i koniec.

Nie pamiętam od czego się zaczęło, ale chyba pierwsza była moja koleżanka U., która siedziała ze swoim bratem M. na schodach klatki przed blokiem. Wyszłam się pobawić, podchodzę do nich i pytam co tak siedzą i nic nie robią. Na to U.: „bo nasza mama miała dziś usuwany ząb i bardzo źle się czuje. Powiedziała żebyśmy pobawili się na dworze, żeby mogła poleżeć w ciszy w domu”. Potem był kolega F. On któregoś dnia ni stąd ni zowąd wypalił: „rodzice mnie zabrali ostatnio do dentysty, bolało jak jasna cholera, już nigdy więcej nie pójdę”. Oliwy do ognia dolała koleżanka J.: „no, mówię ci. Baba mi przebiła ząb wiertłem i krew z mojego (...)

[img]
(zdjęcie via gazeta.pl)

Pamiętam takie czasy (całkiem zresztą niedawne), kiedy przy samym tylko krakowskim rynku mieliśmy pół tuzina księgarni: Empik, Zielona Sowa, Hetmańska, Matras, Pałac Spiski i Kurant. A gdyby komuś jeszcze było mało, to w uliczkach odbiegających od rynku był jeszcze Znak na Sławkowskiej, Centrum Taniej Książki na Brackiej, Fankomiks u wylotu Grodzkiej, Księgarnia Akademicka na Św. Anny, kolejna tania książka na Siennej, dwie księgarnie na Szwedzkiej...

Dzisiaj z tego wszystkiego pozostał Matras, Kurant i Akademicka. Dwie i pół z tuzina, bo w Kurancie mają więcej muzyki niż książek. W zamian nie pojawiło się praktycznie nic - tania książka na Szwedzkiej i mini-Empik na Floriańskiej, na tym koniec.

A przecież mieszkam w najbardziej ponoć kulturalnym i oczytanym polskim mieście, gdzie na niedawne Targi Książki trzeba było stać w stumetrowej kolejce. Jeśli nawet u nas księgarnie padają jak muchy i poza Empikami w galeriach zaraz nic nie zostanie (Matras podobno cienko przędzie, a reszta branży to sama drobnica), to jak musi wyglądać reszta Polski?

Pytanie retoryczne, bo chyba nie chciałbym znać odpowiedzi...

Konstanty Ildefons Gałczyński,
DLACZEGO OGÓREK NIE ŚPIEWA

Pytanie to, w tytule,
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba
prawdopodobnie nie może.

Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
Jeśli w słoju nocą
łzy przelewa zielone?

Mijają lata, zimy,
raz słoneczko, raz chmurka;
a my obojętnie przechodzimy
koło niejednego ogórka.

1 komentarz

Z cyklu: pierwsze razy, stałem się ĄĘ-inwestorę - założyłem konto w biurze maklerskim i wykupiłem póki co 10 certyfikatów w ETF-ie, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, aby akcje, obligacje, derywaty i pochodne pochodnych derywatów zabezpieczone w długach bezrobotnych alkoholików trafiły do mojego portfela choćby zaraz. Mam w związku z tym typowo geekowe problemy: aplikacja do notowań online nie działa mi pod WINE :(.

Aby mi poziom geekozny nie spadł: zacząłem też grać w karciankę: kolekcjonerską, z boosterami, deckami, koszulkami, klaserami (nie mam jeszcze, ale już by mi się przydał), trzema pudłami kart i pomalowanym pięknym, drewniany, pomalowanym (własnoręcznie) i wyklejonym pluszem (rękami A. -- dziękuję!) pudełeczkiem na talię, dukaty, kreski, sakwę i resztę tego szpejstwa. Pudełko zamierzam jeszcze przyozdobić herbem frakcji Awanturników, czyli zagłobą, chociaż może do tego czasu uskładam lepszą talię Wiśniowieckich i będzie korybut. Z tym wszystkim wpadam na turnieje organizowane przez jeszcze większych maniaków i nie od każdego obrywam, chociaż niektóre z moich partii przypominają początki bohatera filmu The Gamers: Hands of Fate. Przyszłość mojego nowego fioła wygląda rysuje się więc kwitnąco.

1. Węgiel

Ukraina przez kryzys w Donbasie straciła dostęp do kopalni, a tym samym węgla. Aby ukraińskie elektrownie mogły produkować prąd, muszą posiadać zasoby węgla. Ukraina będzie importować węgiel z RPA i... największego "wroga" oraz "agresora" - Rosji. Pod koniec 2014 roku kraj musiał sprowadzić prawie 6 milionów ton surowca. Za ten afrykański węgiel zapłaci 91 dolarów za tonę, którego jakość jest mizerna.

Sytuacja przypomina mi nieco absurd II wojny światowej. Wtedy to Kanada była największym producentem niklu na Świecie i sprzedawała go... faszystowskim Niemcom. Później kanadyjscy żołnierze walczący w Normandii ginęli od pocisków, których łuski były wykonane właśnie z tego materiału.

2. Polsko-ukraińska przyjaźń

Ukraińcy postrzegają siebie, jako wielki kraj godny układać się tylko z ważnymi tego świata. Pomimo retoryki o przyjaźni i strategicznym partnerstwie Ukraina Polskę traktuje instrumentalnie. I jest to normalna praktyk a ukraińskiego MSZ, powszechnie znana z czasów prezydenta Wiktora Janukowycza. Jak widać zmiana władzy, nie koniecznie pociąga za sobą zmianę sposobu myślenia.

3. Ciastko z Krymem

Z Rosją ponoć toczą się zakulisowe rozmowy o odszkodowania za zawłaszczony sprzęt na Krymie i inne "dobra". Ukraina wcześniej zapowiedziała złożenie pozwów o odszkodowanie od Rosji w wysokości 200 mld $ do nawet 500 mld $. Mimo tego, w krótkim odstępie czasu obecny prezydent Petro Poroszenko ogłasza światu, że "Naszej ziemi nie oddamy nigdy". Gdzie tu logika?

Co ciekawe, jeśli zapadną wyroki o odszkodowanie, każda rosyjska państwowa firma będzie na celowniku. Dla przykładu każdy rosyjski samolot Aerofłotu, który wyląduje w krajach zachodnich, może zostać zajęty na poczet długu Rosji wobec Ukrainy. Aby to się stało Ukraina musiałaby wystąpić do sądów krajów zachodnich o odszkodowanie za (...)


Przeglądaj strony: