Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

"Pianistka" Hanekego (2001). Film opowiada historię około czterdziestoletniej kobiety, która śpi w łóżku z własną matką, jest zamknięta w sobie i arogancka, ale jakimś cudem zdobywa się na szczerość przed młodym, pełnym entuzjazmu miłośnikiem muzyki. To, że tak stłamszona kobieta ma swoje fantazje seksualne, nie jest niczym szokującym. Genialne jest natomiast ukazanie całej wiązki uczuć, jakimi obdarza ją Walter (dla mnie aktorski majstersztyk). Historia jest absolutnie wstrząsająca i kiedy ogląda się ją bez muzyki, przyglądając się twarzom głównych postaci, nic innego się nie liczy.

"W kręgu miłości", film Belgijczyka, Feliksa Groeningena, 2012, nominacja do Oscara. Jakoś niemożliwie sympatyzowałam z główną bohaterką - wydziaraną blondyną o całkiem przyjemnym głosie. Razem z mężem należą do tego samego zespołu, śpiewają takie belgijskie country. Ich całkiem przyjemne życie rujnuje śmierć kilkuletniej córeczki. Świat w gruzach, z których trudno coś odbudować. Małżeństwo, co nikogo nie zdziwi, zaczyna się od siebie oddalać. Przyczyna tkwi w światopoglądzie. Ona chce wierzyć, że życie jej córki znalazło swoją kontynuację, on nie daje sobie możliwości zawierzenia czemuś takiemu. Zostaje sam, nie znajdując żadnej odpowiedzi. Przegrywa. I chyba tak samo przegrywa jego żona. Tytułowego "kręgu miłości" nie da się opuścić. Z taką stratą nie można się pogodzić.

"Rachel wychodzi za mąż", reż. J. Demme, 2008. Świetna, bardzo przekonująca młoda Anne Hathaway w roli córki ex-ćpunki, która prowadziła samochód na potężnym haju i powodując wypadek, zabiła młodszego brata. Wraca po odwyku do domu na wesele siostry. Film obyczajowy, niby piękne amerykańskie wesele, a wszyscy przyjeżdżają na nie z jakąś zadrą. Rodzina jest silna, ale byle co może nią zachwiać. Współodczuwałam z Kym, ale rozumiałam też wszystkich (...)

Dzisiaj w Amazonie jest darmowy słownik angielski Oxford Advanced Learner’s Dictionary, 8th edition, trzeba najpierw zainstalować sklep Amazon appstore a potem śćiągnąć te 440 MB, więc warto przez wifi.

Czyżby wstęp do nowej wielkiej wojny ojczyźnianej i z przysłowiowego głodu rzucą się na innych, żeby napędzić gospodarkę i zrealizować postawione sobie cele?

Jak w "Stalowej kurtynie" Vladimira Wolffa?

Pachnie to też Noteką 2015.

3 komentarze

Przed wyjazdem na wczasy kupiłem sobie zestaw 13 e-booków fantastycznonaukowych na Humble Bundle. Zabrałem się do nich alfabetycznie i tak:

„Blackcollar”, Timothy Zahn – wojownicy ninja w kosmosie. Bzdura już w założeniach, w środku miejscami fabuła się kupy nie trzyma… ale czytało się fajnie.

„Budayeen Nights”, George Alec – zbiór opowiadań, przeplatanych wstępami o tym, jakie są wspaniałe. Przeczytałem dwa i dałem sobie spokój. Opowiadania ogólnie mi nie podchodzą, a Sci-Fi umiejscowione gdzieś na bliskim wschodzie i przeplatane cytatami z Koranu, to już zupełnie.

„Encounter with Tiber”, Buzz Aldrin (drugi człowiek, który stanął na Księżycu) i John Barnes – takie Science Fiction, jakiego dawno nie czytałem, a może i najlepsze jakie wpadło w moje ręce. Część, która dzieje się na w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego i na początku obecnego wieku to trochę „political fiction” – tylko trochę odbiegające od tego co się rzeczywiście w tym czasie stało (np. autorzy przewidzieli koniec promów kosmicznych, ale nieco inaczej, sytuacja polityczna na świecie rozwinęła się w innym kierunku). Nawet gdy w fabule pojawia się nowocześniejsza technologia, nie jest to bajanie o nieśmiertelności i podróżach w czasie, ale raczej w miarę rozsądne rozważania na temat możliwej przyszłości technologii. Obcy wydają się może zbyt ludzcy, ale chyba lepsze to niż wymyślanie nie wiadomo czego bez żadnych podstaw – no i za ich pomocą można było coś o nas opowiedzieć.

Teraz może dam trochę odpocząć Kindelkowi, żeby samemu ochłonąć po ostatniej lekturze… ;-)

Nie, to nie ja obiecuję, że będę uczciwy pisząc swój blogasek (to chyba nie jest możliwe); chodzi o propozycję "obietnicy uczciwości" dla bankierów, o jakiej ostatnio słyszę, i jaka doprowadza mnie do histerycznego śmiechu.

Co taka obietnica miałaby osiągnąć? Że bankierzy przestaną zachowywać się nieuczciwie, bo dali słowo? Myślałem, że od tego jest prawo, które działa nawet przy braku fałszywej deklaracji dobrej woli ze strony sprawcy. Insynuuje, że złamanie obietnicy jest karalne, a złamanie prawa nie? Absurd, absurd, absurd. Już wiem! Jest to kiepsko zawoalowana legitymizacja faktu, że prawo wcale nie zabrania bankierom kraść i defraudować. A nie można po prostu zmienić prawa? Już to widzę...

Oczywiście jeśli kompletnie nic nie rozumiem, chętnie się o tym dowiem ;)

2 komentarze

Madera Zachodnia to już zupełnie inna bajka. Przełęcze, kręte drogi nad przepaściami, życie zawieszone na krawędzi oraz wyjątkowe punkty widokowe ponad chmurami. Kiedyś podróż przez tę cześć Madery, z Funchal na sam kraniec wyspy, do Porto Moniz, potrafiła zająć 8, a w przypadku złych warunków pogodowych nawet i 12 godzin. Jednak dzięki tunelom oraz drodze Via Rapida można obecnie bez żadnych problemu dostać się do każdej większej miejscowości położonej na północnym i południowym wybrzeżu.

Na Maderę zachodnią postanowiliśmy przeznaczyć 2 dni. W pierwszym udaliśmy się z Funchal do Ribeira Brava, skąd swój bieg rozpoczyna spektakularna przełęcz. Chcąc dojechać szybko do Sao Vicente można podążać doliną. My jednak zdecydowaliśmy się na nieco trudniejszy wariant i przed miejscowością Serra de Agua zjechaliśmy z utartego szlaku w kierunku Pousada dos Vinhaticos (634 m n.p.m.) oraz punktu widokowego Encumeada (1007 m n.p.m.). Po drodze trzeba wycisnąć z samochodu całą moc i wspiąć się na dość sporą wysokość. Podczas jazdy co jakiś czas pojawiają się zatoczki, przy których można zatrzymać samochód by podziwiać widoki na przełęcz i góry. Są to miejsca zdecydowanie godne polecenia. Nieskażone masową turystyką. Dzikie. Wolne. Wyjątkowe.

Warto też udać się do punktu widokowego Boca da Encumeada, ponieważ jest to jedne z nielicznych miejsc na Maderze, gdzie można zobaczyć jednocześnie oba krańce wyspy. Panorama roztacza się od miasta Ribeira Brava aż po przylądek Sao Vicente.

Z Boca da Encumeada można udać się wąską groblą na równiny Paul da Serra. Jednak w czerwcu i lipcu tamtejsza droga uległa uszkodzeniu i została zamknięta. W związku z tym zmieniliśmy trasę na Sao Vicente i dalej na Porto Moniz. Podążając wzdłuż północnego wybrzeża mija się dziesiątki tuneli, wodospady, skaliste zatoczki oraz Seixal. Miejscowość o urzekającej (...)

Ponieważ zaczynają się mnożyć różne szczególne deklaracje wiary, osobno dla grup światopoglądowych (na razie tylko katolików) i zawodowych (lekarzy, nauczycieli, kominiarzy itd.), postanowiłem zapobiec temu szkodliwemu procesowi, przygotowując Ogólną Deklarację Wiary, do bezpośredniego zastosowania z dowolnym zestawem poglądów i do dowolnej czynności. Jako wzór przyjąłem najbardziej znaną wersję katolicko-lekarską.

(...)

E: Jadłeś już obiad?
H: Nie, a co?
E: Bo muszę coś ugotować i nie mam pomysłu...
H: Ja dzisiaj robię kebab.
E: Jak?
H: Kroję drobno filet z kurczaka, posypuję przyprawą do kebaba, zalewam oliwą i na pół godziny do lodówki. Potem na patelnię i gotowe.
E. O, to fajne, ale wczoraj byłam na kebabie. Chyba znowu będą parówki...

Dwa tygodnie później...

E: Co robisz dzisiaj na obiad?
H: Bakłażana w jogurcie.
E: Eee... Nie lubię bakłażana...
H: Czyli?
E: ****... Ja już nie mogę tych parówek...

[img]

Równo sto lat temu wybuchła pierwsza wojna światowa. Czy musiała? W ogóle - raczej tak. Akurat sto lat temu - w żadnym razie.

Jak wiadomo, iskrą, która padła na beczkę prochu, było zamordowanie arcyksięcia Ferdynanda. Warto zwrócić uwagę, skąd wzięła się sama iskra.

Zamachowców, rozstawionych na trasie spodziewanego przejazdu arcyksięcia, było w sumie sześciu, ale tylko dwóch znalazło się w dogodnej sytuacji, by go przeprowadzić. Pierwszym z nich był Nedeljko Čabrinović, który rzucił bombę w samochód, ta jednak odbiła się i wybuchła zbyt daleko od celu, by wyrządzić mu szkodę. Odpowiedzialny za ochronę generał Oskar Potiorek słusznie uznał, że zamachowców może być więcej i wobec tego zdecydował o zmianie trasy przejazdu, żeby pokrzyżować im plany. Zmiana byłaby zbawienna, bo nowa trasa omijała ulicę Franciszka Józefa, gdzie czekał Gawriło Princip - jednak w ogólnym zamieszaniu nie został o niej poinformowany... szofer arcyksięcia. Skręcił więc we wspomnianą ulicę, zamiast zgodnie z nowym planem pojechać prosto - a gdy Potiorek z drugiego samochodu zaczął mu dawać znaki, że nie tędy droga, zatrzymał się, żeby zawrócić.

Pechowo zatrzymał się dosłownie o parę kroków od Principa, który nie mógł zmarnować takiej okazji - i nie zmarnował, dwoma strzałami z odległości półtora metra zabijając książęcą parę.

Gdyby nie niedoinformowanie szofera, okazji do drugiego zamachu w ogóle by nie było. Gdyby szofer nie zauważył znaków od generała, lub postanowił zawrócić w innym miejscu, przejechałby obok zamachowca zbyt szybko, by ten mógł oddać celny strzał. Gdyby chociaż zatrzymał się kilkanaście metrów wcześniej lub później, Princip musiałby strzelać z dystansu lub stracić cenne sekundy na podbiegnięcie i z dużym prawdopodobieństwem ktoś zdążyłby go powstrzymać. Ba, nawet w tej idealnej sytuacji, (...)

Czemu właściwie akurat BMW stało się taką marką dla lanserów?

[Poza tym, że "któraś musiała"? I że najwyraźniej przebija przez to fetysz "zachodnich marek" (w kontraście do "ruskiej chały" i "polskiego gówna", które to formuły obowiązywały za mojej młodości)?]

2 komentarze

Środek nocy, sms od E.

Mogę teraz do Ciebie zadzwonić?

Zaniepokojony sam dzwonię.

H: Cześć, mów co się stało...
E: Mam nowy telefon, nie umiem go jeszcze dobrze obsługiwać i chciałam potrenować.

W pewien letni wieczór postanowiłem, że dam swym gałkom ocznym odpocząć od monitora i zrobię to przez... wpatrywanie się w ekran telewizora. Z filmami na bieżąco nie jestem. Średnio się orientuję w nowościach, repertuarze kin i tego typu sprawach. Może ma to swoje wady, ale też jeden zasadniczy plus. Mam co oglądać, gdy dla innych, w telewizji ciekawych rzeczy już nie ma.

(...)

Zastanawiacie się całymi dniami, jaki związek istnieje pomiędzy globalnym ociepleniem i ideologią gender? Nie możecie z tego powodu spać? Cierpi na tym Wasze życie osobiste, zawodowe, finansowe, intelektualne i seksualne?

Niosę ukojenie i rozwiązanie Waszego problemu. Eurodeputowana Nicole Kiil - Nielsen wykazała właśnie związek pomiędzy globalnym ociepleniem a wszechpanoszącym się uciskiem kobiet. Teraz możecie spać spokojnie, byle nie w pracy. Tak właśnie, do Ciebie mówię!

A tytuł notki? Cóż, jeśli wierzyć mojej memoria fragilis [you've been warned],

Być może istnieje jakiś odległy związek pomiędzy różą a hipopotamem, jednak żadnemu młodzieńcowi na świecie nie przyszłoby do głowy ofiarować swojej ukochanej bukiecika hipopotamów. [M. Twain]

3 komentarze

Po wyroku ETPCz w sprawie polskiego udziału w procederze amerykańskich tortur wszyscy jak jeden mąż rzucili się na Millera: mamy nadzieję, że karę zapłaci z własnej kieszeni, słyszę z lewa i z prawa, najlepiej do spółki z Kwaśniewskim.

Trudno będzie pewnie znaleźć kogoś gotowego Millera w tej sprawie bronić, choć oczywiście ostatecznie włos mu z głowy nie spadnie – po co w końcu tworzyć niebezpieczne precedensy o odpowiedzialności polityków. Następnym razem to mogą być nasi, po co nam to.

Ja się tylko obawiam, że to całe huzia na Millera to nie jest żaden odruch sprawiedliwości, tylko klasycznej szukanie kozła ofiarnego. To nie jest przecież tak, że Miller w kwestii relacji z USA jakoś specjalnie odstawał od reszty naszej klasy politycznej. Nie sądzę, żeby sprawa amerykańskich tortur była dla tej reszty w oczywisty sposób oburzająca. Jakbyśmy już nie pamiętali tego chóru: że racja stanu, że zobowiązania sojusznicze, że wojna z terroryzmem. Rzucając kamieniami w Millera można się teraz z tego wszystkiego rytualnie oczyścić.

Warto się więc przyglądać komentarzom. Kancelaria Prezydenta odezwała się już, że wyrok to „obciążenie wizerunkowe i finansowe dla Polski”. No, co fakt to fakt.

Jak pragnę zdrowia, ta branża ma jeszcze lepszy slang od informatycznej. Powiedzmy, że chcę kupić parafuterkową, kudłatą osłonę przeciwwietrzną na mikrofon silnie kierunkowy. Żeby nie nagrywało szumów wiatru. Co należy powiedzieć, idąc do sklepu?

- Poproszę deadcata na shotgun.

W celu uzyskania większej radości proponuję zwizualizować sobie nakładanie owego deadcata na shotgun, oczywiście w perspektywnie tłumaczeń dosłownych. Sprawę komplikuje nieco fakt, że deadcat, kehm, białkowy, w przeciwieństwie do deadcata akustycznego, posiada więcej otworów montażowych...

2 komentarze


Przeglądaj strony: