Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

Oblicz prawdopodobieństwo, że jedyna firma w Polsce w interesującej Cię branży, którą udało się znaleźć na dwóch pierwszych stronach pierwszej zgrubnej kwerendy w guglu, będzie znajdować się... tak, zgadliście. W sąsiednim bloku.

Kocham to miasto.

[img]

Krakowskim Targom Książki stuknęła osiemnastka, a z okazji osiągnięcia pełnoletności przeprowadziły się do nowego lokum - została nim hala EXPO Kraków, na oko ze dwa razy większa od poprzedniej, ale - jak się okazało - trochę gorzej położona, bo od przystanku trzeba pokaźny kawałek zasuwać piechotą, podczas gdy wcześniej były to dwa kroki. Krakowian to jednak nie zniechęciło - jak zobaczyłem kolejkę przed halą, to aż nogi się pode mną ugięły, bo miała ona ze sto metrów jak nic. Posuwała się w zauważalnym tempie, ale i tak spędziłem w niej dobre 25 minut. A potem jeszcze kolejne pięć w kolejce do szatni - płatnej! Rozbój w biały dzień - mało, że płacę za wstęp, to jeszcze zdzierają dwa złote za powieszenie kurtki - chamstwo i drobnomieszczaństwo, panie.

(...)

Bogowie

widelka 13 godzin i 4 minuty temu

Wczoraj byłem na filmie Bogowie, Bogowie to opowieść o życiu profesora Zbigniewa Religi który jako pierwszy w Polsce dokonuje pierwszego przeszczepu serca. Profesora Zbigniewa Religę zagrał Tomasz Kot polecam ten film wszystkim.

Szybki jednodniowy wypad w Góry Sowie zaowocował odkryciem nowych miejscówek i powrotem na stare dobre śmieci, które pamiętają jeszcze czasy szkolne.

W górach jesień pełną gębą. Liście walają się po wąskich drogach. Jest już chłodno, ale przyjemnie.

[img]

Z racji, że Góry Sowie są namaszczone historią II Wojny Światowej, trasę zwiedzania rozpoczęliśmy właśnie od Jugowic, w których czekał na nas 3 kilometrowy tunel drążony przez nazistów od 1943 roku (Podziemne Miasto Włodarz). Kompleks jawnie niedokończony, chłodny, wilgotny, pełen zagadek i tajemnic. Podczas podróży do wnętrza góry cały czas towarzyszą nam pytania. Po co? Dlaczego? W jakim celu? Płyniemy zalanym korytarzem, od czasu do czasu zawadzając kaskiem o niski sufit. Woda przejrzysta, czysta. Przefiltrowana przez metry skał.

Za drugi strategiczny cel wycieczki po Górach Sowich obraliśmy sobie eksplorację Podziemnego Miasta Osówka (część kompleksu Riese). Uznaje się go za najbardziej znany, najciekawszy i przede wszystkim najbardziej tajemniczy obiekt podziemny w Polsce. Ten kompleks widocznie był w bardziej zaawansowanej fazie budowy. Korytarze sztolni są szersze, wyższe, część z nich wybetonowana i gotowa do dalszego wykorzystania. Ogrom przedsięwzięcia robi niesamowite wrażenie, większe niż we Włodarzu.

[img]

Według niektórych źródeł w kompleksie Riese miały powstać zakłady zbrojeniowe, produkujące samoloty i pociski V2 lub kopalnia uranu i fabryka broni jądrowej. Prawdopodobnie kompleks miał też pomieścić kwaterę Hitlera i najwyższych nazistowskich dostojników. Jednak nikt nie jest w stanie ze 100% (...)

Witam

widelka 19 godzin i 55 minut temu

Z przykrością stwierdzam że zapomniałem o moim blogu na Jogger.pl ale przypomniałem sobie o nim dobrze późno niż wcale. A skoro przypomniałem sobie o nim to będę pisał. pozdrawiam życzę miłej soboty

[Andrzej Gołota - przyp. t.] mógł zagrać w filmie "Dzień szakala", z Richardem Gere'em i Brucem Willisem. Proponowano mu rolę przywódcy rosyjskiego gangu o imieniu Slaszew, ale odmówił, gdy przeczytał scenariusz – bo miał być bity przez Gere'a. – Taki chudy miał mnie bić? Bez przesady – rzucił tylko. [link]

Nic dodać, nic ująć. Jakby mnie Gere miał bić, też bym się wycofał.

Od chyba pół roku leżało sobie na wystawie w ulubionym sklepie Krzysia. Takiej księgarni do której witryny zawsze się przysysa jak glonojad ;-) Krzyś wzdychał nad pudełkiem z narysowanym lotniskowcem. Snuł przypuszczenia, pytał co i jak.

Dziś z racji urlopu niani wyszłam wcześniej z pracy i poszłam sama po Młodego do przedszkola. Wracaliśmy w kółko i na około. Przeszliśmy też obok "ulubionego sklepu" i Krzyś znów zawiesił się nad lotniskowcem. Mieliśmy dużo czasu wiec zaproponowałam, że może wejdziemy i obejrzymy go z bliska i dopytamy się co to. Z opakowania obstawiałam oszukańcze puzzle 3d czyli taki trójwymiarowy obrazek. Cena nie powaliła na kolana - 28 zł a pan zapewnił, że to ma 3 wymiary i można postawić na półce. Zaryzykowałam.

W domu najpierw trzeba było dziecię nakarmić, bo po przedszkolnym jedzeniu to on jest głodnych jak wilk, nastawiłam wszystko na pierogi i rozbebeszyliśmy pudełko. Zawartość przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Grube plansze z całą masą elementów do poskładania i bardzo ogólna instrukcja obsługi. Nie poddałam się. Zaczęliśmy odczepiać części i powoli składać. Młody składał samoloty, ja konstrukcje wymagające większej precyzji w palcach i ogólnego wyczucia. Bawiliśmy się 1,5 godziny. Efekt jest zarabisty :-D Przy okazji można było Krzysia podszkolić z cyferek bo trzeba było ich duuuuużo szukać ;-)

[img] [img]

Jakby ktoś się chciał pobawić to są to "Litu 3d puzzle", Lotniskowiec Mińsk

(...)

Ice bucket challenge – każdy słyszał, każdy wie o co chodzi. Ci, którzy zwracają uwagę na gadające głowy wiedzą także, że część znanych osób odniosła się to tej zabawy krytycznie, bo mimo że cel jest szczytny, to przecież marnowanie wody nie jest już godne pochwały. Ja sama zwróciłam uwagę na co innego. Ta zabawa wydała mi się jednorazową akcją, która zdobędzie internet (i nasze serca), na krótko. Wiem, że każda akcja charytatywna uderza jak Supernova, ma swoje apogeum zainteresowania i kiedyś się kończy, ale z tą stało się coś dziwnego. Kiedy to było świeże, spontaniczne, to było fajne, ale jak po dwóch tygodniach kolejny, coraz mniej znany celebryta wylewał sobie wiadro wody na głowę, to coraz więcej osób patrzyło na te działania z politowaniem. No i jeszcze ta dyskusja o marnowanej wodzie. Akcja zaczęła trochę żyć własnym życiem i chyba zapominano o funduszach dla osób ze stwardnieniem zanikowym bocznym, aż w końcu umarła ona śmiercią naturalną jak filmik „jesteś zwycięzcą” i memy z chytrą babą z Radomia.

Okazuje się jednak, że słynny Ice bucket chanllenge może być podwaliną innych, podobnych akcji, które łączą element zabawy, ekscytują, jednoczą i pomagają pomagać. Na taką akcję nie mógł nie zareagować zorganizowany Igor, który chętnie wspiera inicjatywy charytatywne i potrafi robić to z głową (sprawdza czy pieniądze nie idą do kieszeni organizatorów tylko naprawdę są wydawane na potrzeby podopiecznych). Organizacją godną zaufania jest m.in. Akademia Przyszłości, dzięki której dzieci mogą się uczyć i rozwijać swoje talenty dzięki darczyńcom pod okiem przeszkolonych wolontariuszy, a co najważniejsze stają się dzięki temu szczęśliwsze i bardziej pewne siebie.

Zasady gry są takie same jak w Ice bucket (...)

"Sid Meier's Civilization: Beyond Earth". Przyznam, że wyczekiwałem tego tytułu od momentu jego zapowiedzi. Oto miało się ziścić moje wielkie skryte marzenie: sequel, czy tam remake, do Alpha Centauri.

(...)

List, oczywiście, nie jest adresowany do mnie, tylko do Mieszkańców. Ale mniejsza o to. List zawiera tekst czarno na białym, wydrukowany zaś jest na drukarce atramentowej. Prawda, w rogu jest zdjęcie (kolorowe), na dole logo (też kolorowe), a w tle coś jakby znak wodny (takiż). Ale jednak. Przeczytane między wierszami: kandydat nie dba o koszty. Treść oczywiście zahacza o to, że od kilkunastu lat mamy tego samego burmistrza (któremu ktoś powywieszał wielkie billboardy o treści mniej więcej "Temu panu już podziękujemy -Mieszkańcy" - jakby każdy mógł się wypowiadać w imieniu wszystkich innych). I że należy się zastanowić, czy te kilkanaście lat "spełniło nasze nadzieje czy przyniosło rozczarowanie". Przeczytane między wierszami: kampania negatywna. I dwa razy pojawia się następujące sformułowanie: "nie ukrywam, że zdecydowałem się kandydować na burmistrza". Przeczytane między wierszami: doskonale Pana rozumiem. To wstyd, wielki wstyd, być politykiem. Brawa za ten "coming out". Na pewno wymagał wielkiej siły woli.

Ach, wybory samorządowe. Żadnych speców od PR-u, żadnych polonistów / polonistek, którzy by przejrzeli tekst i przetłumaczyli z polskiego na polski... I drukarka atramentowa zamiast drukarni.

2 komentarze

Wow, it's been such a crazy last few days that I completely forgot to brag on my blog! That's unacceptable!

Me and my buddies from Growth Republic and around have taken part in Rails Rumble 2014! It's a hackathon where you have 48 hours to come up with and develop a web application. The only requirement is that you do not use any assets you have created beforehand (open source libraries do not count as long as either you are not the author or you are but they are not a core part of your project), the app is based on Rails or any other Rack-based stack and your team consists of at most 4 people.

Let me proudly present to you our project, it's called Gilgamesz.

A photo posted by Michał Matyas (@nerdblogpl) on Paź 10, 2014 at 4:57 PDT

A photo posted by Michał Matyas (@nerdblogpl) on Paź 10, 2014 at 5:00 PDT

Gilgamesz is an application that allows you to create text-based games of the Choose Your Own Adventure variety. Probably some of you remember those neat books that gave you a choice of what to do next by going to a proper page? This is something like this only on-line and a bit better.

Our system is pretty rudimentary (remember we only had 48 hours and a skeleton crew) - you can create your own story, add items and have inventory-based events because of that. No programming required!

I'm not saying our app is perfect tough - the JS library we used for the tree-like graph kinda sucked and we only learned about it halfway through the process and the interface could use a facelift to make it less of a hassle to use. Also, there were some unforeseen complications (one of the developer's (...)

Traktowanie interesowności ["a co ja z tego będę miał?"] *każdorazowo* jako tępego wyrachowania jest chyba jednak nadużyciem. Czasem chodzi o prozaiczną motywację do działania.

Ktoś oczekujący takiej czy innej formy "handlu wymiennego" - nawet w relacjach międzyludzkich - niekoniecznie musi być mendą społeczną, liczącą na doraźny zysk. Idzie o to, że perspektywa odpłatyjakiegokolwiek oczekiwanego feedbacku owszem, przez część populacji postrzegana jest jako nagroda [na ile i kiedy jest to dopuszczalne etycznie, to inna sprawa], ale w wielu przypadkach stanowi to jedyny bodziec motywacyjny. Jeśli więc odpłata się nie pojawia, wówczas może pojawić się prozaiczne pytanie "po co w ogóle ja się staram?", mogące nie mieć nijak podtekstu "handlowego", a dźwięczące tylko prostym wołaniem o sens jakiegoś działania.

Oczywiście możliwa jest również interpretacja #2: wszystko jedno, czy nazwiemy to interesownością, czy motywacją, "oczekiwanie jakiejkolwiek formy odpłaty" jest po prostu jednym z podstawowych paradygmatów społecznych w stopniu znacznie ważniejszym, niż większość jest to w stanie przyznać.

1 komentarz

Bardzo często słyszę narzekania na długie kolejki do specjalistów. Niestety, mało kto zdaje sobie sprawę, że nie jest to wina lekarzy. Przeglądałam ostatnio kolejki na leczenie protetyczne. Sięgają roku 2016. Nasza pani stomatolog byłaby w stanie robić tych protez więcej, ale po prostu nie może. I tu właśnie pojawiają się tajemnicze punkty. Każda placówka, która ma podpisany kontrakt z NFZ dostaje określony roczny limit punktów na wykonywanie świadczeń (ów pakiet jest potem dzielony na miesiące, żeby było wiadomo, ile lekarz może ich w danym okresie wykorzystać). Czyli np. 2000 punktów na stomatologię, 300 na ginekologię etc. Przy czym punkt punktowi nie jest równy. Taka zwykła wizyta u ginekologa połączona z USG kosztuje 7 punktów, a wypełnianie zęba ok. 20. Protezy są bardzo "drogie", a nie są jedyną formą leczenia w gabinecie, dlatego na pierwszy rzut idą podstawowe świadczenia. I w ten oto sposób tworzy się lista pacjentów oczekujących. Punktów nie można przerzucać pomiędzy gabinetami, bo każdy specjalista to inna umowa. Da się za to zrobić transfer między cytologią, a podstawową ginekologią (ostatnio nawet zdarzyło mi się w tej sprawie wysyłać wniosek). Problem pojawia się, kiedy lekarz wykorzysta w miesiącu więcej punktów, niż mu przyznano. To oznacza, że w kolejnym musi się ograniczyć, czyli np. pójść na urlop.

Kolejki się tworzą i mnożą. Gdzieś ta wina na pewno leży i niekoniecznie po stronie lekarzy.

Kultowy serial o Sherlocku nudził mnie już podczas pierwszego odcinka. Żeby swoją niska ocenę móc poprzeć wiarygodnymi argumentami, obejrzałam dwie serie. Moje zastrzeżenia są bardzo proste:

1. Półtoragodzinny odcinek to już film. Oznacza to, że - tak jak w filmie - będzie się w nim dużo dziać. Zwroty akcji, ciekawe wątki poboczne, fajnie rozwijające się postaci. Nie ma szans. Przez 90 minut nie odstępujemy Sherlocka na krok, a jego podążanie za rozwiązaniem zagadki zaczyna nużyć.

2. W porównaniu z Dr. Housem Sherlock ssie. Oba seriale czerpały z książkowego pierwowzoru o Doyle'a, ale twórcy House'a zmieścili się w 45 minutach. Wtórność brytyjskiego serialu mnie drażniła - ten sam schemat widziałam już we wcześniejszym serialu.

3. Dwie główne postaci w Sherlocku w ogóle się nie rozwijają (wiem, co się stanie w trzeciej serii, ale sorry, nie mam siły). Nic się nie zmienia, cały odcinek koncentruje się na zagadce, która czasem wprawia widza w zakłopotanie - pomylił się on czy twórcy? Żadnych życiowych perypetii.

Dodam tylko, ze poza ostatnim odcinkiem drugiej serii, na każdym z pozostałych przysypiałam. Dlatego nie. Nie zamierzam oglądać trzeciej serii.

[img]Już za kilka dni rozpocznie się polska edycja między- narodowego festiwalu filmowego Stop Trik, jedynego europejskiego festiwalu poświęconego sztuce animacji stop motion. Polskie odsłony tego wydarzenia odbędą się w Niepołomicach (24-26.10) i Bielsku-Białej (7-9.11).

(...)


Przeglądaj strony: