Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

Próżno schodziłem wiele z nich i wiele czasu straciłem, wiele planów i wiele pięknych snów. Odprawiłem gdzieś w zapomnienie. Ciężko mi zasnąć, gdy burzliwe myśli dręczą sumienie.

Chciałem zobaczyć, dotknąć chciałem, poczuć, dosięgnąć chciałem.
Zabrakło siły i zabrakło jednak też trochę wiary. Nie udało się przejść przez tyle rzek, nie dotarłem do serca lasu.
Dziś boję się, że nie odzyskam straconego już czasu.

h: 22:35

Dodaj komentarz

Tak sobie dzisiaj z ciekawości wpisałem w G frazę "darmowe mapy" i ze zdziwieniem odkryłem, że pośród pierwszych wyników nie ma projektu OpenStreetMap.
Myślę, że dużo ludzi szukających alternatywy dla Google Maps czy innych serwisów mapowych może właśnie użyć frazy "darmowa mapa". Szkoda byłoby, gdyby nie dowiedzieli się o istnieniu takiego fajnego projektu, tym bardziej, że nie tylko oferuje on mapy za darmo, ale także dane mapowe (źródła) na wolnej licencji, które możesz wykorzystać w swoim przedsięwzięciu (nawet komercyjnym). Tego nie ma u konkurencji ;-)

Tak więc, ten wpis jest stworzony właśnie pod wyszukiwarki :-)

Aha, jest jeszcze nasza polska mapa turystyczna, na której można zobaczyć np. przebieg szlaków turystycznych :-)

Termin „filozofia”, typowe skojarzenia – nudy, o niczym, bezużyteczne w erze nauki.

Opinia dosyć popularna, według mnie słuszna. Próba przeczytania losowo wybranego tekstu filozoficznego najczęściej skończy się po paru stronach, może zrozumiałe zostaną pojedyncze zdania. Zasadniczo bełkot, nieokiełznane słowtwórstwo, kwintesencja humanistycznego słowotoku.

Ale są wyjątki. Kilka kawałków może być przydatnych, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać.

Po pierwsze – historia nauki w ogóle i konkretnych jej dziedzin. To wszystko kolektywnie podpada pod filozofię. Nauka w obecnym rozumieniu (metoda naukowa, peer review etc.) jest dosyć świeża, acz jej elementy powstawały na przestrzeni wieków przy okazji rozważań na bardzo dużo różnych tematów. (Jak to filozofowie mieli w zwyczaju.)

Oczywiście zazwyczaj nie jest to wiedza niezbędna, ale jeśli ktoś się interesuje jakimś tematem, to dobrze jest także znać jego słabsze strony, w tym historię wpadek. I tu przydaje się prześledzić ewolucję, sprawdzić jakich wyborów dokonywano, jakie były ślepe zaułki i ile zajęło wygrzebanie się z nich.

Losowy przykład z fizyki – metoda naukowa zakłada, że przy maksymalnie zbliżonych warunkach wstępnych eksperymentu, wyniki też będą podobne, dzięki czemu można je będzie powielać przy kolejnych próbach. Jeden z niepisanych wymogów? Że fundamentalne prawa fizyczne rządzące rzeczywistością są stałe w czasie. Jeśli grawitacja za tydzień działa losowo inaczej, niż grawitacja teraz, to próby skonstruowania przydatnej teorii grawitacji są bezcelowe – przewidywanie zachowań ciał nie będzie możliwe.

(Naklepię coś więcej na ten temat, jak już przerobię odpowiednią literaturę. Planowo jeszcze w tym roku, ale z tym różnie bywa.)

Druga kwestia – życie, funkcjonowanie człowieka w świecie.

Tak, jest psychologia, (...)

[img] (Wydawnictwo Literackie)

Crux

Polska AD 2054 ciągle nie jest normalnym krajem - przynajmniej nie w świetle dzisiejszych wyobrażeń o normalności. Postępy nanotechnologii przyniosły wprawdzie powszechny dobrobyt, ale też równie powszechne bezrobocie i skrajne rozwarstwienie społeczeństwa - miażdżąca większość prowadzi pustą, bezcelową egzystencję w blokowiskach (zwanych socjaliskami), mając o swój los pretensje do całego świata, ale ani myśląc czegokolwiek zrobić w kierunku jego odmiany; nieliczna elita natomiast bawi się w odtwarzanie Rzeczypospolitej szlacheckiej, z tytułomanią, heraldyką, kodeksem honorowym, pojedynkami i całym dobrodziejstwem inwentarza. Obie sfery, jak nietrudno zgadnąć, praktycznie się nie stykają, niewiele o sobie wiedzą i wzajemnie sobą gardzą.

Główny bohater należy do elity i z pospólstwem się nie zadaje - ale gdy jego ojciec zostaje ciężko ranny w pojedynku, a lekarze nie są w stanie mu pomóc, trzeba się brzytwy chwytać. Tytułowy Crux, mityczny mesjasz socjerów, podobno może wszystko, nawet umarłych przywracać do życia - co nasz bohater uważa za totalną bzdurę, ale ulega perswazji i postanawia spróbować go odszukać. Wyprawa do socjaliska potoczy się jednak całkowicie inaczej niż oczekiwał, a Crux, jak się okaże, istnieje, jest nie byle kim i ma - żeby tu za wiele nie zdradzić - bardzo ambitne i dalekosiężne plany, które wyższym sferom niezbyt się spodobają. Inna rzecz, że socjerom na dłuższą metę pewnie jeszcze bardziej.

(...)

Niedługo minie rok od zawiązania się naszej Wspólnoty Mieszkaniowej. W tym czasie rozrywek dostarczały mi pasjonujące lektury:

  • Ustawa o Własności Lokali z 24 czerwca 1994 - kopalnia złota praw i możliwości. Jak to, możecie sprzedać moje mieszkanie za puszczanie głośnej muzyki? (art 16.)
  • Ustawa o Gospodarce Nieruchomościami - To do zarządzania budynkiem jako firma musimy mieć człowieka z licencją? really?
  • Prawo budowlane - My, deweloper, nie przekażemy wam Dziennika Budowy, bo tam jest napisane, że zapomnieliśmy wylać fundamentów (art. 3 pkt 16)
  • rozporządzenie MSWiA z dnia 7 czerwca 2010 roku w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków - Grilla na balkonie też nie mogę rozpalić? (§ 4. pkt 1., 5)
  • Rozporządzenie Ministra Gospodarki z dnia 04 maja 2007r. w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego - zakład energetyczny jest generalnie nietykalny, a za 40h braku prądu przysługuje 7,66 zł bonifikaty.
  • Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę - nie płacisz 2 miesiące za wodę, to Ci ją odetną.
  • Rejestr Klauzul Niedozwolonych UOKiK - Nie odpowiada wam odbiór techniczny mieszkania w niedzielę o 3 w nocy? Zapłaćcie karę!

Jak widać, aktów prawnych wpływających na nasze życie, nakładających obowiązki jest multum. Szokujące jest jednak, że ludzie kupujący mieszkania za kilkaset tysięcy złotych nie znają nawet tych kilku stron UoWL. Nie zdają sobie sprawy, że poza mieszkaniem kupują udział (i obowiązki) w częściach wspólnych. Że jak przepali się żarówka, to nie ma jakieś spółdzielni, która ją (...)


[img]

"Bohaterem jest ten, kto buntuje się przeciw autorytetowi ojcowskiemu i przezwycięża go" - rzekł jegomość Freud. Moja nieprzeciętna intuicja podpowiada mi, że miał tutaj na myśli coś znacznie szerszego aniżeli jedynie biologicznego sprawcę ludzkiej egzystencji. Za autorytetem ojcowskim kryją się przede wszystkim zasady i jakaś forma dyscypliny, która zapewniać ma poczucie bezpieczeństwa. Ojciec to Wielki Pan, stojący na straży integralności niepozwalającej rozproszyć się w entropicznym tańcu chaotycznego bezmiaru przypadkowych zdarzeń. Ojciec to ład, sposób organizacji i wreszcie - kierunek życia. Matka zaś jest tą, w której ojciec pozostawia swoje nasienie - spontaniczną emergencją - wolną substancją zapładnianą granicami form...

Czy jednak z tych afirmatywnych upojeń metafizycznych płyną jakieś pragmatyczne wnioski? Zaiste! Uciec przed ojcowskim autorytetem człowiek nie jest w stanie i dlatego znajduje go bądź na zewnątrz, bądź wewnątrz siebie. Zewnętrznymi panami jego losu być mogą ludzie, ale także i struktury w jakich obraca się ich świat, abstrahowane od indywidualnych istnień i okrzyknięte wiedzą - epifenomenem ludzkich nastawień i adiustacji. Gdy grupa ludzi widzi, że coś wydaje się mądrzejsze niźli coś innego, buduje sobie totem prawdy - namacalnego bożka. Każda wiara tego typu wymaga jednak pewnych dowodów, które także mają charakter namacalny i dają się uchwycić przez nawet najmniej bystrych synów, gdyż są zbudowane wedle ściśle określonych norm, dogmatycznie narzuconych przez ojcowski autorytet. Innymi słowy, działania każdego z synów tejże wiary muszą być usprawiedliwiane poprzez argumentację w określonej formie, przypominającą przeprosiny za niecne wystąpienie z szeregu. Gdy zostanie ona przez ojca uznana, zsyła on na syna łaskę rozgrzeszenia, a jeśli nie - potępia go i poucza.

Inaczej sprawa ma się gdy, (...)

Dawno nic nie pisałem więc pomyślałem, że opiszę parę rzeczy które obecnie robię.

(...)

[img]24 maja o g. 17.30 w krakowskim Kinie Pod Baranami odbędzie się spotkanie z Julie Taymor, otwierające mini-przegląd filmów reżyserki w ramach pasma filmowego 5. Festiwalu Muzyki Filmowej. Wśród prezentowanych filmów znajdą się dwie adaptacje dzieł Szekspira w reżyserii amerykańskiej artystki, "Tytus Andronikus" z Anthonym Hopkinsem i "Burza" z Helen Mirren.

Szczegółowe informacje.

Internet daje nam szerokie pole do popisu w kwestii zarabiania pieniędzy, jednym z nich są programy do wyświetlania reklam na ekranie monitora. Jednak czy korzystanie z takich serwisów internetowych jest opłacalne?

Każdemu marzą się duże pieniądze, ekskluzywne samochody, piękne kobiety, wczasy na Jamajce etc, etc…Przeglądając internet w poszukiwaniu różnych sposobów zarabiania, trafiłem na serwisy oferujące jak twierdzą „niezła kasę” za przystąpienie do programów typu surfbar, które mają na celu zarabianie na wyświetlaniu reklam na ekarnie monitora. Według nich nie trzeba nic robić tylko zasiąść przed monitorem w wygodnym fotelu wypełnić zgłoszenie, pobrać aplikacje, odpalić program, otworzyć zimnego browara i liczyć kasę;) Ale czy aby na pewno? Czy nie jest tak, że jedynymi osobami, które zarabiają w ten sposób są właśnie właściciele tych serwisów? Wiec nie pozostaje nam nic innego jak to sprawdzić;)

(...)

jazz_ga

atuin 17 godzin i 42 minuty temu

20 lat. muzyka przeszywa na wylot. chwilowe oderwanie, chociaż nie całkowite. a potem powrót piechotą o 4:30. ptaki śpiewają o tej porze, świta - a ludzie śpią. nie mam siły myśleć i o to chodziło.

h: 5:00

Dodaj komentarz

Jakąś dekadę z hakiem temu pewien lekarz stwierdził, że homoseksualizm można wyleczyć. Przeprowadził badania, zebrał wyniki i na ich podstawie sformułował wniosek, którym wszyscy potępiający homoseksualizm wojowali niczym drewnianą szabelką - że bycie gejem to wybór i odpowiednia terapia może wybór ten zmienić.

[img]

Po ponad dekadzie takiej idiotycznej sytuacji (wirusowego szerzenia się powyższego wniosku oraz kurczowego trzymania się go przez wiadome grupy ludzi) mamy dość ważny moment. Otóż autor wniosku przyznał, że jest on bzdurą.

(...)

W kwietniu zdecydowałem się rozejrzeć za lepszym łączem, kiedy kolejny raz wrzucałem na serwer hostingowy 100mb plik i musiałem czekać około godziny aż skończy. O ile download u obecnego operatora mnie zadowala, to upload jest nie wystarczający i niestety nie ma szans na poprawę. Mam internet przez wifi z SAVu(lokalny operator tkb) 4Mb/s i jakiś kijowy upload, stałe ip, wszystkie porty przekierowane do mnie na router i bardzo niski ping za 61zł miesięcznie.

Rozglądałem się za ofertą internetu i ku mojemu rozczarowaniu nikt nie oferuje na moim osiedlu lepszego łącza poza Savem i Orange/TPSA, oraz teoretycznie przydworcowe.info. W mieście są inni operatorzy, ale jestem poza ich zasięgiem. Oczywiście gdybym był klientem biznesowym, to prawdopodobnie miałbym znacznie szerszą ofertę.

Wybór padł na Neostradę Fiber, bo według informacji na infolinii i licznych zapewnień jestem w zasięgu opcji 40mb/s. Stwierdziłem, że przeboleje zmienne ip i blokadę niektórych portów, dla większego uploadu.

Pierwszy problem jaki napotkałem to że złożenie zapytania na stronie czy jestem w zasięgu tej usługi jest fakt, że jest to jednoznaczne ze złożeniem zamówienia na taką usługą. Odpowiedź dostałem następnego dnia, że jest możliwość techniczna i na kiedy chcę umówić się z technikiem na instalację. Byłem tym lekko zaskoczony, bo na stronie nie zauważyłem że sprawdzenie czy jesteś w zasięgu oznacza że już chcę podpisywać umowę. Powiedziałem że muszę to przemyśleć. W ciągu tygodnia upewniłem się że nie ma innej sensownej oferty.

I wtedy popełniłem kolejny błąd, poszedłem do salonu. Stwierdziłem że będzie to lepsze rozwiązanie niż kurier i infolinie. Powiedziałem że chcę podpisać umowę na 1rok, bez telefon. Przy okazji zapytałem się czy jest możliwość uzyskania stałego ip, za dopłatą. Konsultantka była zaskoczona pytaniem i po konsultacjach na (...)

Jakiś czas temu dzieliłam się radością z powodu otrzymania stypendium rządu tajwańskiego na studia doktoranckie. Od tego czasu praktycznie codziennie (a przez ostatni tydzień kilkanaście/kilkadziesiąt razy na dzień) sprawdzałam, czy status mojej aplikacji się przypadkiem nie zmienił.
Oficjalne ogłoszenie wyników miało być 18 maja, w związku z czym od północy (naszej) odświeżałam stronę średnio co 5 minut... Co 3... I nic!
Do pracy wyszłam o 7 rano, gubiąc po drodze kubek z kawą. Próbowałam grupie początkującej tłumaczyć chiński po chińsku, a później prawie zdeptałam szefa, idąc do kolejnej pracy. Nakrzyczałam na Omdlewające Dziewczę Sekretaryjne (a powstrzymywałam się przed tym praktycznie codziennie od początku września).
W końcu (dzięki przesympatycznemu profesorowi z Tajwanu, którym się zajmowałam w ramach odpoczynku od kończenia pracy magisterskiej) okazało się, że wyniki są w zupełnie innym miejscu... I to od tajwańskiego poranka!!!
To make a long story short - mam stypendium, dostałam się na NCCU i to z moim wymarzonym tematem! W związku z tym, jeśli niebo nie spadnie mi na głowę, od września spodziewajcie się nowych wpisów z Azji :)

8 komentarzy

Dzisiaj kolejny krok w prywatnej eksploracji kosmosu. Co prawda z nieprzewidzianymi problemami (SpaceX Launch aborted. 7 minutes ago), ale zawsze duże wydarzenie. Nic więc dziwnego, że transmitowane w mediach na żywo.

Gdy więc w RSSach przy porannej kawie mignęło mi zdanie Zobacz gdzie znaleźć transmisję na żywo - live i streaming w Internecie kliknąłem, żeby zobaczyć. I co? Link prowadzi do jakiego meczu piłki kopanej.

No kurde. Dzieją się naprawdę ważne rzeczy, a w mediach o niecałych dwóch tuzinach facetów pocących się na trawniku. Wciskają wszystkim tematy interesujące może kilka procent społeczeństwa, absolutnie bez wpływu na życie. A rozwój całej ludzkiej cywilizacji wspomniany gdzieś na ostatnich stronach, jeśli w ogóle.

Słusznie zauważa WO, że pomija się rekordowe tempo budowy A2 w zamian marudząc, że na jakieś tam mecze nie będzie otwarta. Who the fuck cares? Nawet jeśli skończą A2 za pół roku, to dalej będzie wzorowym przykładem budowy dróg i dalej będzie służyła społeczeństwu. A polscy “kibice” w większości i tak nie będą z niej korzystać, bo kilkanaście PLN za przejazd nie mieści się w ich budżetach. I nie są w stanie ogarnąć wyzwań pokonywanych przez rocket science.

A może nie powinienem wychowywać się na sci-fi?

W ostatnim czasie nawiązałem współpracę z serwisem OSWorld.pl, gdzie regularnie ukazują się moje publikacje. Również i ten wpis powstał na zamówienie, a że łączy się z tematyką bloga, przeklejam go zgodnie z licencją treści (Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0).

***

Dwa dni temu światem wstrząsnęła wiadomość, będąca spełnieniem wcześniejszej zapowiedzianej obietnicy IBM-a. Z dniem 16 maja Błękitny Gigant rozpoczął proces przekazywania kodu Lotusa Symphony do repozytorium SVN OpenOffice'a, przy okazji nie odpuszczając sobie możliwości chwalenia własnej dobroczynności i snucia wizji "jak pięknie i rozwojowo będzie", gdy społeczność "przyjmie ich kod".

Wydarzeniu towarzyszyła podniosła atmosfera, wypełniona szlachetnymi deklaracjami o końcu podziałów, nastającej współpracy i upragnionej (a przecież tak koniecznej) jedności. W tej sytuacji należałoby zapytać, czy emocjonalny ekshibicjonizm IBM-a nie jest bardziej strzałem oddanym z premedytacją w separatystów z LibreOffice, niż autentycznymi emocjami. Mnie osobiście zachowanie korporacyjnych chłopców przypomina zachowanie polskich polityków po śmierci kogoś bardzo popularnego i ważnego dla całego narodu.

Nie wiedzieć czemu, wielu ludzi na wieść o współpracy IBM-a i społeczności OpenOffice'a, odczuwa dziwne uczucie zadowolenia połączone z ulgą. Ja czuję tylko zaniepokojenie.

Przede wszystkim dlatego, że Lotus Symphony jest złym oprogramowaniem z dobrym marketingiem. Gdy w 2007 roku Microsoft opublikował pierwsze informacje o Microsoft Office z nowym interfejsem, ludzie wpadli w szał zmian i potrzeby przemodelowania (...)


Przeglądaj strony: