Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

Fejsik

lrem 4 godziny i 32 minuty temu

Zorientowałem się właśnie, że na moim blogu był widget Facebooka. Nie byłem tego świadomy, gdyż moja dotychczasowa przeglądarka takie rzeczy blokowała. Był więc niedoglądany, ale działał. A jakie dawał efekty?

(...)

[img]

Tradycja publikowania opowiadań nominowanych do Zajdla w formie e-booka umacnia się z roku na rok - dwa lata temu mieliśmy półlegalny zlepek PDF-ów, rok temu formatowanie było już uporządkowane, ale część opowiadań tylko we fragmentach, a teraz dostaliśmy w końcu kompletny, elegancko opracowany zbiór, do ściągnięcia z oficjalnej strony. Oby tak dalej!

Tyle o formie, a co z treścią?


( ¥ b 3 r p µ n |{ ! (Michał Cetnarowski)

Czego można się spodziewać po tak pretensjonalnym tytule? Oczywiście jeszcze bardziej pretensjonalnego tekstu - i niestety, taki też dostajemy. Napuszony, pełen nieskrywanej ekscytacji, że już wkrótce całe nasze życie będzie usieciowione, zautomatyzowane i w ogóle. Całość budzi skojarzenia z "CyberJoly Drim", które nagrodę Zajdla swego czasu dostało - ale to było w 1999, kiedy internet dopiero zaczynał wkraczać w nasze życie, więc i ekscytację można było zrozumieć. Dziś, kiedy mamy netu pod dostatkiem (jeśli nie w nadmiarze), opisy jeszcze głębiej w nim siedzącej bohaterki nie budzą już podniecenia, tylko wzruszenie ramion: OK, pewnie za dwadzieścia lat będzie to tak wyglądać, i co z tego?

No właśnie, żeby chociaż coś z tego wynikało - ale nie, tu nawet nie ma fabuły, to praktycznie nie opowiadanie, tylko rozdęty do kilkudziesięciu stron artykuł z gazety pt. "Dzień z życia AD 2040". A szczególnie żenujący jest ten cały 1337 5p34k - już dzisiaj niemodny, a autor wydaje się serio wierzyć, że ludzie będą go kiedyś używać w codziennych rozmowach. Śmiech na sali.

Ale gwoli sprawiedliwości, nie jest to aż takie złe, jak sugeruje powyższa tyrada - autor ma potencjał i może będą z niego ludzie.


(...)

Samoloty...

ika 23 godziny i 27 minut temu

"Samoloty" znam już chyba na pamięć. Młody to tyle razy oglądał, że już powoli zaczęło mi bokiem wychodzić ;-) Niestety "dwójka" jeszcze jakiś czas dostępna nie będzie skoro dopiero co się w kinach kończy :-/

Zastanawiałam się co by tu można jeszcze Małemu zapodać na "długą bajkę"... "Potwory i Spółkę" podpowiedziało mi przedszkole. Nie udało mu się całej obejrzeć bo im się płyta zacinała itp. Bajka zachwyciła. Mnie też się podobała. Pewnie jeszcze parę razy obejrzę ;-) Może nawet z radością. Poza tym Krzyś czasem prosi o puszczenie mu filmików z samolotami na komputerze. Najchętniej z Kapitanem z "Samolotów" i najlepiej jak na filmiku rozkłada skrzydła i startuje %-) Pewnego dnia przypomniało mi się, że kiedyś przecież widziałam film z samolotami... taki dla dorosłych. Jakieś 30 lat temu z VHS na zimowisku. Zrobił na mnie duże wrażenie, nie zostawił jakiejś taumy, bo to nie była współczesna jatka gdzie krew się leje gęsto i często. Do tej pory lubię filmy z podróżami w czasie ;-) Wygóglałam więc "The final countdown", ściągnęłam i nieśmiało zapodałam rodzinie jako "kino familijne" ;-)

Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Zastanawiałam się na początku czy Młody w ogóle da radę coś takiego obejrzeć, ale zdjęcia samolotów i lotniskowca przesłoniły mu wszystko. Uratowanie pieska przez żołnierzy też zachwyciło. Postanowił, że jest wszystkimi samolotami na raz, helikopterem też ;-) oraz na moje nieśmiałe pytanie czy mu się podobało stwierdził:
- Fajny film... będzie można go jeszcze raz kiedyś obejrzeć - odpalił silniki i poleciał do drugiego pokoju i z powrotem ;-)
Reszcie rodziny też się podobało. Co prawda Paskuda nie oglądała od początku po potraktowała temat wzgardliwie ale potem widać było że trochę żałowała. Jeszcze będzie (...)

W tak zwanym przemyśle są rzeczy, które przerastają człowieka nawet (a może szczególnie) po doktoracie. Wiem, że to powinno być przejściowe, ale i tak jest dobijające. Najgorsze jest to, że nie da się tego ominąć. Żadną metodą. Po prostu trzeba się dotrzeć... Bo skąd niby ja !$!@#$ mam wiedzieć, że sól jest trzymana w słoiku z napisem cukier?

1 komentarz

[img]

Książka "Nowy Jork. Neurotyczna stolica świata" autorstwa Vereny Lueken to dwustrustronicowy esej o chyba dość niezwykłym miejscu. Nie jestem pewna. Poszczególne rozdziały o pogodzie, zieleni, długości życia mieszkańców, dress codzie czy kodach pocztowych nie do końca o tym świadczą. W tej sytuacji nie bardzo wiem, po co książka powstała. Niby autorka czuje się dumną, choć przyjezdną, nowojorczanką, a jakoś nie udało jej się Nowego Jorku odpowiednio (mi) zarekomendować.

Zabrakło mi trzech rzeczy. Po pierwsze, zabrakło mi narracji o obiektach. Mam wrażenie, że Lueken napisała o NYC bardzo ogólnie, nie wgryzając się w ani jedną poważną rzecz. W związku z tym nie dowiedziałam się niczego. Ani gdzie gdzie pójść, ani co zjeść. Po drugie, o ile w przypadku książki Rittenhouse nie brakowało mi ilustracji, tutaj ilustracje mogłyby publikację uratować. Po trzecie, książka zdaje mi się powierzchowna. W nic się nie wgryza, nie bada związków przyczynowo-skutkowych, mało mówi o historii i mieszkańcach miasta.

Nadal szukam dobrego reportażu lub przewodnika (nie turystycznego) po NYC. Uprasza się o rekomendacje! :)

"...wiara irracjonalna jest przyjęciem czegoś za prawdziwe jedynie dlatego, że tak twierdzi jakiś autorytet czy większość ludzi, wiara racjonalna ma swoje źródło w niezależnym przekonaniu, opartym na własnej produktywnej obserwacji i myśleniu, często wbrew opinii większości.
Myśl i osąd nie są jedynymi dziedzinami w obszarze ludzkiego doświadczenia, w których przejawia się racjonalna wiara. W sferze stosunków ludzkich wiara jest nieodzowną cechą każdej przyjaźni czy miłości. Wierzyć w drugiego człowieka oznacza być pewnym solidarności i niezmienności jego zasadniczych poglądów, samego sedna jego osobowości, jego miłości. Nie chcę przez to bynajmniej powiedzieć, że człowiek nie może zmieniać swoich opinii, ale podstawowe pobudki, jakimi się kieruje, pozostają te same; na przykład poszanowanie życia i godności ludzkiej przez danego człowieka jest niejako częścią jego samego, czymś, co nie może ulec zmianie."

Erich Fromm, O sztuce miłości.

Podczas szczytu wakacyjnego odwrócił się trend, który obserwowano w poprzednim zestawieniu. Tak zwany sezon ogórkowy zaowocował (raczej zawarzywował) spadkiem notowań rządzącej Platformy Obywatelskiej, Kongresu Nowej Prawicy (po 2 pkt. proc.), a także Solidarnej Polski (o 1 pkt proc.). Nie zmieniło poparcie dla PSL (w okresie 18 lipca ؘ– 12 sierpnia zagłosowałoby na tę partię 5% wyborców), Polski Razem i Twojego Ruchu (po 2% poparcia). Wzrost notowań zaobserwowano w przypadku PiS (o 8 pkt. proc.) i Sojuszu Lewicy Demokratycznej (o 1 pkt proc.).

(...)

Znowu długa przerwa w pisaniu, ale tym razem nie uzasadnię jej bynajmniej lenistwem. Właśnie wróciłam z Malty gdzie spędziłam chyba jedne z najbardziej relaksujących wakacji w życiu. Ten rok był dla mnie psychicznie ciężki – śmierć babci i wszystko to, co działo się potem były dla mnie mocnym kopniakiem w dupę. Zachowanie niektórych ludzi wokół mnie, które bardzo mnie zaskoczyło przedefiniowało w mojej głowie takie pojęcia jak: ‘przyjaźń’, ‘lojalność’, ‘szczerość’… W wielu kwestiach jestem niezwykle rozczarowana też sobą samą i jak raz spadło na mnie to wszystko w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

To nie jest możliwe żeby wyjechać i zostawić te problemy ot tak… Jak znam życie wezmę je ze sobą - myślałam. A tu się okazuje, że myliłam się kompletnie. Już od momentu kiedy wsiadłam do samolotu byłam tak zaabsorbowana podróżą, że wszystko inne nie miało znaczenia. Malta okazała się jednym z najciekawszych krajów w jakich byłam i poznając ją nie sposób było całkowicie się nie zaangażować, naprawdę zostawiając wszystko inne.

Dzięki Bogu za ten mój copywriting, bo to właśnie dzięki temu, że musiałam stworzyć teksty na stronę szkoły prowadzącej kursy językowe na Malcie wybrałam właśnie ten wakacyjny cel.
Opowiem więcej w najbliższych dniach, teraz chciałam tak tylko się przypomnieć, bo trzy tygodnie przerwy to dla internetów za dużo. No i nawet się jeszcze nie rozpakowałam.

[img]

Miejsce, które bezapelacyjnie trzeba odwiedzić to Paul da Serra - jedyne płaskie miejsce na Maderze, gdzie drogi są proste, rośnie trawa, a krowy pasą się ponad chmurami.

Paul da Serra położone jest na około 1300 - 1500 metrach nad poziomem morza. Jest dość ważną atrakcją turystyczną w centralnej i zachodniej części wyspy. To najbardziej płaskie miejsce na całej Maderze z przepięknymi widokami na zielone góry i doliny. Owy nizinny teren stanowi odpoczynek od górzystego centrum Madery. W pogodny dzień można zaobserwować bezkres oceanu atlantyckiego.

[img] [img] [img] [img]

Paul da Serra, a w szczególności dolina Rabacal uznawana jest za krainę rajskiej przyrody. W tym miejscu rozpoczynają się najpiękniejsze maderskie szlaki turystyczne. Wędrując nimi, można podziwiać prastare lasy wawrzynowe (laurissilva), które są przyrodniczym reliktem wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. Szczególnie wartą polecenia jest wędrówka do Dwudziestu Pięciu Źródeł (Levada das 25 fontes) oraz wodospadu Risco (Cascada da Risco), której finałem jest przejście przez kilkuset metrowy ciemny tunel wydrążony na potrzeby lewady Ribeira do Calheta. Idąc skrajem lewady jest możliwość podziwiania różnorodnych endemicznych gatunków fauny i flory regionu. Natomiast po przybyciu do 25 Fontes zachwycić można się wyjątkowym (...)

Taki rześki poranek, lekko chodny, lekko zamglony, kiedy promienie słońca przebijają się przez chłód aby musnąć skórę - taki poranek kojarzy mi się z górami. Dokładnie taki poranek, jak miałem u siebie, na płaskim jak deska Mazowszu, przez ostatnie kilka dni. Na co mi więc tęsknota za górami, kiedy wystarczy wstawać o 6:30 do pracy w sierpniowy poranek?...

[Czy naprawdę muszę dodawać, że ;)? ;)]

Już pora na wielki powrót na Joggera. Mój plan odnośnie niego jest taki, aby unikać pisania krótkich, mało treściwych wpisów - ich miejsce jest na Google Plusie (tak, wiem, ale wolę Plusa od Facebooka, obudźcie mnie, kiedy powstanie używalny, rozsądnie popularny, rozproszony odpowiednik Facebooka). Niniejszy wpis będzie pierwszym z serii "elektronicznych", i będzie o tym, jak w ogóle rozpocząłem swoją głębszą znajomość z elektroniką.

Skąd elektronika? Przede wszystkim dlatego, że przez długi czas martwiło mnie, że brak mi wiedzy odnośnie tej "najniższej" warstwy komputerów - więcej, było mi wręcz wstyd, że tej wiedzy nie posiadam. Drugi powód zaś był taki, że elektronika jako hobby rozwija zdolności manualne i daje widoczne wyniki jako działające urządzenia, które można potem komuś pokazać. Ostatni powód jest czysto społeczny - ostatnio coraz bardziej rozkręca się w internetach ruch "majsterkowiczów" (ang. "maker movement"), i chciałem bliżej przyjrzeć się zjawisku.

W "maker movement" martwiło mnie bardzo, że wielu jego członków buduje te urządzenia (prawie zawsze oparte o Arduino, nawet jeśli projekt spokojnie obyłby się bez niego) bez większego przemyślenia, dość pokracznie składając gotowe bloki ze sobą, podobnie jak wielu początkujących programistów klei programy ze znalezionego kodu. Uznałem, że najlepiej zacząć więc od początku i wziąć się za odpowiednią literaturę.

Literatura

Naukę rozpocząłem od znalezienia literatury wprowadzającej w temat, która byłaby prosta i "do rzeczy". Bardzo dobry okazał się darmowy (i dostępny na otwartej licencji) podręcznik Lessons in Electric Circuits. Podręcznik ten krok po kroku uczy podstawowych idei elektryki i elektroniki. Złożony jest z sześciu części pogrupowanych tematycznie, omawiających - w kolejności - obwody prądu stałego, (...)

No i tym razem nie ma transmisji meczu Ruchu Chorzów w telewizji, ale na youtube będzie transmisja realizowana przez kanał Metalista Charków. Transmisja dzisiaj od godziny 18. Mecz będzie rozgrywany na stadionie Piasta Gliwice.

Zwiedzając dziwne miejsca w sieci trafiłem na "grę" (ludzie się sprzeczają czy to gra, ale stare geeki znają książkowe gry paragrafowe) w życie z depresją. Mocna rzecz, chociaż nie spodobały mi się pewne cechy a) gra natychmiast nagradza za zrobienie "właściwej rzeczy" (na razie przeszedłem raz nie siląc się na nic, więc może zbieżnosć przypadkowa) b) bohater startuje z niezłej pozycji (praca byle jaka ale jest, dziewczyna, znajomi, rodzina wspierają etc). Wiadomo, że wybór bohatera w takiej grze to naprawdę dołożenie dwa razy tyle pracy w jej tworzenie, więc jak ktoś by chciał wiedzieć jak by wyglądało inaczej, może sypnąć autorom groszem na zasadzie "co łaska", co może ich zmotywuje do DQ2.

Zgodnie z przewidywaniami nie był to dobry dzień. Nie czułem się na jazdę rowerem, więc dojazd do pracy zajął mi niemiłosiernie długo. W pracy szło niemiłosiernie wolno, do tego stopnia że skończyłem dopiero teraz (jej, jeszcze dzisiaj!). Na domiar złego kolejarze postanowili mi zrobić niespodziankę i powrót zajął jeszcze dłużej niż normalnie i poczekałem sobie prawie 40 minut na kolejkę... Ale za to na poprawę humoru udało mi się uchwycić taki widok:

[img]

Generators in Rails are awesome and fun and probably one of the reasons Rails became so successful. If you ever wrote one for any reason, you probably know that Rails has Rails::Generators::TestCase class, useful for checking if the script you've written has created all files correctly. But what if you're like us and prefer using rspec rather than Rails'es bundled testing tools?

(...)


Przeglądaj strony: