Termin „filozofia”, typowe skojarzenia – nudy, o niczym, bezużyteczne w erze nauki.
Opinia dosyć popularna, według mnie słuszna. Próba przeczytania losowo wybranego tekstu
filozoficznego najczęściej skończy się po paru stronach, może zrozumiałe zostaną pojedyncze
zdania. Zasadniczo bełkot, nieokiełznane słowtwórstwo, kwintesencja humanistycznego słowotoku.
Ale są wyjątki. Kilka kawałków może być przydatnych, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać.
Po pierwsze – historia nauki w ogóle i konkretnych jej dziedzin. To wszystko kolektywnie podpada
pod filozofię. Nauka w obecnym rozumieniu (metoda naukowa, peer review etc.) jest dosyć
świeża, acz jej elementy powstawały na przestrzeni wieków przy okazji rozważań na bardzo dużo
różnych tematów. (Jak to filozofowie mieli w zwyczaju.)
Oczywiście zazwyczaj nie jest to wiedza niezbędna, ale jeśli ktoś się interesuje jakimś tematem,
to dobrze jest także znać jego słabsze strony, w tym historię wpadek. I tu przydaje się
prześledzić ewolucję, sprawdzić jakich wyborów dokonywano, jakie były ślepe zaułki i ile zajęło
wygrzebanie się z nich.
Losowy przykład z fizyki – metoda naukowa zakłada, że przy maksymalnie zbliżonych warunkach
wstępnych eksperymentu, wyniki też będą podobne, dzięki czemu można je będzie powielać przy
kolejnych próbach. Jeden z niepisanych wymogów? Że fundamentalne prawa fizyczne rządzące
rzeczywistością są stałe w czasie. Jeśli grawitacja za tydzień działa losowo inaczej, niż
grawitacja teraz, to próby skonstruowania przydatnej teorii grawitacji są bezcelowe –
przewidywanie zachowań ciał nie będzie możliwe.
(Naklepię coś więcej na ten temat, jak już przerobię odpowiednią literaturę. Planowo jeszcze w
tym roku, ale z tym różnie bywa.)
Druga kwestia – życie, funkcjonowanie człowieka w świecie.
Tak, jest psychologia, (...)