Jogger.pl


Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.

Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.



Najnowsze wpisy RSS

Nawet na najlepszej desce nie będzie ci się dobrze jeździć, jeśli odpowiednio o nią nie zadbasz. O czym więc pamiętać przed wyjazdem na stok? Jak przygotować deskę do sezonu?

Choć za oknem jeszcze lato w pełni, myśli riderów już wędrują w stronę ośnieżonych stoków. Niektórzy pewnie tej zimy pierwszy raz staną na desce. Bez fachowego doradztwa łatwo wtedy o błędy. I nie chodzi tu tylko o techniczne niedociągnięcia, ale też nieodpowiednie przygotowanie sprzętu. Początkujący snowboarderzy często nie zdają sobie sprawy, że wyciągnięta z opakowania deska nie nadaje się jeszcze do jazdy.

Zresztą nawet doświadczonym riderom zdarzają się serwisowe błędy. Warto o nich wspomnieć, ponieważ często zapominają oni, że na ubitym śniegu wystarczy kilka godzin jazdy, by stępić krawędzie ślizgu i „pozbyć się” niezbędnego smaru. Jazda na wymagającej serwisu desce nie zawsze jednak jest wynikiem lenistwa lub braku wiedzy. Bywa bowiem, że nawet ci, którzy na desce radzą sobie całkiem nieźle, nie czują się na siłach, by zadbać o nią bez pomocy fachowców. Czekają więc, aż wrócą do domu i zaniosą ją do profesjonalnego serwisu.

Do serwisu? Niekoniecznie!

Używane tam maszyny sprawiają jednak, że deski snowboardowe szybciej się zużywają. Wizyta w serwisie to ostateczność i lepiej odłożyć ją na wypadek naprawdę poważnych uszkodzeń. Mniejsze ryski i stępienia ślizgu bez problemu można usunąć samodzielnie. Nie wymaga to tajemnej wiedzy i wydaje mi się, że poradzi sobie z tym każdy, nawet średnio uzdolniony manualnie, rider. A motywacją do nauki będzie nie tylko dłuższa żywotność ślizgu, ale też zasobność portfela. Pomyśl, ile można zaoszczędzić, rezygnując na co dzień z usług serwisu!

Twój domowy warsztat

Snowboardowi (...)

Lusia przeżyła szczęśliwie zamężna 20 lat. Ale zużyła na to 5 mężów.

* * *

Rosjanie opracowali celownik laserowy do śrutówek. Bardzo prosta konstrukcja składająca się ze świecącego na czerwono reflektora oraz durszlaka.

* * *

" Głodny nie jesteś sobą" - anonimowy anatomopatolog.

Lubomski, arcymistrz polskiego ruchu scenicznego, i tańczący [sic!] Sojka, w hiciorze Nalepy. A za nimi - Radek w chórkach. Czegóż chcieć więcej?

A mi to wszystko wydaje się kolejną bzdurą, którą kupi ciemny lud.

Humanitaryzm czy jakiekolwiek "zasady" są ostatnią rzeczą, o którą możnaby posądzić demokratyczne rządy zachodnie [żeby nie brnąć za daleko w oskarżenia, wystarczy odwołać się do pryncypiów politycznych], więc tę motywację uznajemy z miejsca za niewiarygodną. Jaką rację bytu może zresztą mieć argumentacja "weź przyjmij tych imigrantów, BĄDŹ DOBRY"? Żadną. Bezinteresowne dobro czyni się po cichu.

Rachunek? Też bez sensu - również w aspekcie demograficznym. Gdyby przyjęcie uchodźców OPŁACAŁO SIĘ [w jakimkolwiek aspekcie, demograficznym czy gospodarczym], problem nie byłby przerzucany pomiędzy państwami jak gorący ziemniaczek - z definicji nie byłby przecież nawet problemem.

Zbliżona motywacja ekonomiczna? W pewnym newsletterze przeczytałem właśnie, że czteroosobowa rodzina imigrantów w ogóle nie musi trudzić się pracą... do tej wiedzy zresztą nie trzeba żadnych newsletterów. Owszem, taka rodzina musi coś jeść, ale ekonomia popytowa zdaje się już dawno gnić na śmietniku historii...

Wychodzi więc na to, że imigrantów czemuś przyjąć TRZEBA, choć nikomu nie jest to na rękę. Tylko dlaczego TRZEBA? Dobre serduszko tego czy owego decydenta już skreśliliśmy.

Może polityka? Może zaostrzenie polityki antyimigracyjnej spowodowałoby spadek w sondażach? Też nie sądzę. A nawet jeśli, to z pewnością nie na długo - kto nie wierzy, niech zerknie na Wielką Brytanię, gdzie przecież "problem" imigrantów z Polski jest nie dość, że zupełnie inny gatunkowo, to jeszcze całkiem innego kalibru.

O co więc chodzi? O co więc, skoro rozwiązaniem byłoby zwykłe zakręcenie kurka?

* * *

O geopolitykę, jak zwykle. (...)

Zawsze martwi mnie, gdy ktoś chce przyciągnąć przyszłość, aby nastała już teraz. To jest bardzo smutne. Nawet jeśli w tej chwili z jakiś powodów jest trudno (przez co nie na miejscu jest zwrócenie uwagi) , to przyciąganie przyszłości wydaje mi się smutne. To jest jak modlitwa o śmierć.

Jak powiedzieć to komuś, kto nie umie żyć teraźniejszością?

[img]

Coś takiego, jak "największa liczba", oczywiście w matematyce nie istnieje, bo do każdej skończonej liczby można jeszcze coś dodać - a nieskończoność też nie jest największa, bo nieskończonych liczb (wbrew intuicji) również istnieje nieskończenie wiele.

W Księdze Rekordów Guinnessa można jednak znaleźć największą (skończoną) liczbę, jaka kiedykolwiek pojawiła się w literaturze naukowej. Jak nietrudno zgadnąć, jest ona (liczba, nie księga) tak wielka, że nie sposób jej normalnie zapisać, a nawet sam opis dojścia do niej zajmie trochę miejsca. Na szczęście jego zrozumienie nie wymaga żadnej poważniejszej wiedzy matematycznej, więc nawet humaniści mogą czytać śmiało.

(...)

Ze znudzeniem przewracałem kolejne strony gazety. Nie wiem po co ją nadal kupuję. Ciągle te same twarze, te same rauty, te same morderstwa. Nawet chyba zdjęć nie zmieniają, bo i po co. Wszyscy celebryci i wszystkie trupy są do siebie podobne. Ale byłby numer, gdyby w którymś kolejnym wydaniu jednak graficy zrobili roszadę. W końcu mielibyśmy jakieś odświeżenie. Najpierw powrót długo zapowiadanych żywych trupów, a potem chyba jeszcze bardziej oczekiwane odejście teflonowych-i-niezatapialnych.

(...)

Dworzec Główny PHP

Źle ze mną, oj źle...

Każdy kto wykonuje swoją pracę długo i chociażby z najmniejszą pasją, zaczyna w końcu mieć zboczenie zawodowe. Mój ojciec, ortopeda, też je miał i dlatego któregoś dnia patrząc jak się bawię, wykrył moją wadę kręgosłupa. Miałam może z pięć lat i pamiętam, jak posadził mnie pod ścianą, a potem pociągnął mnie za nogi sprawdzając, czy są mniej więcej równej długości. Wiedział, że jeśli nie są, co nie jest niczym niezwykłym, bo dwie połowy ludzkiego ciała nie są odbiciem lustrzanym, to być może mam skoliozę. Mając dwie, równej długości nogi nie powinnam chodzić tak, jakby jedna była krótsza, a chodziłam. Skoro ten stan nie był winą nóg, to znaczy, że biodra pracują źle, bo kręgosłup jest skrzywiony. Zdjęcie wszystko potwierdziło i zostałam natychmiast zapisana na basen na zajęcia korekcyjne. Bardzo je lubiłam, ale to nie dlatego, że tak rajcowały mnie ćwiczenia w rodzaju nożyc pionowych i poziomych na plecach i brzuchu, ale na możliwość zabawy w wodzie i pływania. Byłam już wtedy po kursie pływackim i na samą myśl o tym, że będę mogła popływać przebierałam nogami ze zniecierpliwienia. Jedynym minusem basenu w sanatorium było to, że był płytki. Miałam siedem lat i w najgłębszym miejscu woda sięgała mi jedynie do klatki piersiowej. Dało się popływać, ale przy nurkowaniu nieraz uderzyłam kolanem w dno. W każdym razie, lubiłam jeździć na basen i pewnie nie jeździłabym tak często, gdyby nie ten kręgosłup.

Jako względnie zdrowe dziecko (rodzice wyczaili jeszcze astygmatyzm obserwując jak ustawiam głowę podczas oglądania wieczorynki), miałam jeszcze jedną, drobną wadę do skorygowania. Mianowicie, od czasu kiedy postawiłam swoje pierwsze kroki, miałam brzydki nawyk ustawiania stóp do wewnątrz. Chyba każde dziecko ma z tym problemy, ale mnie jakoś trudno było tego oduczyć. Wiem, że jest niezły sposób z założeniem dziecku butów na (...)

Na dzień dobry dla wszystkich fanów bezkrytycznego oglądania telewizji. Ku rozwadze. Na wybory. Dla wszystkich opcji politycznych. Życiowych malkontentów. Ludzi z kartonu. Internautów z anonimous proxy. Gimbazy i wyznawców "Haters gonna hate".

Telewizja pokazała a uczeni podchwycili,
że jednemu psu gdzieś w Azji można przyszyć łeb od świni.
Wykrył pies bimbrownię na czas, wycinanki robi wujek,
jak smarować margaryną telewizja transmituje.
Łodiridi dla młodzieży, w Skierniewicach dwie kotłownie,
jak gonili hitlerowca to mu opadały spodnie.

W telewizji czterej znawcy od nawozów i od świata
orzekają, co się zdarzy w Gwatemali za trzy lata:
masy pracujące stracą gdy realna płaca spadnie;
Gwatemala nie dostrzega iż elita władzy kradnie.
Stal się leje, moc truchleje, na kombajnie chłop się szkoli,
na dodatek wygrać może końcówkę od banderoli.

W telewizji pokazali wczoraj kości chudych dzieci
zastrzelonych pod Nairobi: pokazali świeże groby.
Świeże groby zawsze wzruszą niezależnie, gdzie kopane.
Jak porosną, wyjdzie na jaw kto szczuł i co było grane.
Usia, siusia, cepeliada, w ogródeczku panna Mania.
Chmurka się przejęzyczyła, jaja nie do wytrzymania.

W telewizji ogłosili wczoraj wyrok na kasjera:
za kradzież czterech tysięcy cztery lata, pięć miesięcy.
Patrzy prawy obywatel, dzień po dniu za dniem godzina.
A z nim razem na kanapie relaksuje się rodzina.
Z telewizji jego matka, z gazet dzieci do zrobienia,
żona jakby trochę z radia a on cały z obwieszczenia.

Nie wiesz jak cię tutaj cenią,
czy w twej wiedzy, czy w twej wadze.
Może tylko tyle znaczysz,
ile wyjmiesz, ile wsadzisz.
Cieszysz się, że jeszcze żyjesz, chociaż to nie twoja wina,
a z izby (...)

Okazało się, że moje koty nie tylko wiedzą jak się nazywają, nie tylko wiedzą jak się nazywa ten drugi, nie tylko wiedzą jak my się nazywamy, ale wiedzą też jak do siebie mówimy.
Na oknie stoi miska kota Gucia z żarciem tłustym, kocięcym. Pokój pusty, Aleksander wchodzi jak zwykle nieinwazyjnie, co postronny obserwator może przeoczyć. W przeciwieństwie do mojego wejścia, które jest trudne do przeoczenia dla wszystkich osób w budynku.
Na oknie w pozycji kucznej, w pościechu, tłuste kocięce spożywa Papryś. Papryś-foka, dodajmy, dieta jest konieczna.
— Paprysiu? — mówi pan Aleksander pytająco.
Papryś zagęszcza ruchy paszczą i w spożywaniu pojawia się pewna nerwowość.
— Paprysiu?!! — ponawia pan Aleksander.
Nerwowość wzrasta, ale proceder nie ustaje. Papryś je, jakby za rogiem czyhała na niego nagla śmierć głodowa i puchlina wodna.
— KOCHANIE CZY... — woła pan Aleksander niepewny, czy należy interweniować czy zezwolić na odrobinę rozpusty.
Na dźwięk słowa "kochanie" Papryś zrywa się od guciowej miski, z popłochem spogląda w drzwi i w panice oddala się na z góry upatrzone pozycje w kartonie po bananach.
Wchodze do pokoju. NIGDY NIC NIE JADLEM, UMRĘ TU Z GŁODU — mówi pozycja wielkiej krewety w kącie.

W ramach moich starych szkiców, których nigdy opublikowałem, znalazłem jeden dotyczący właśnie "Fallout: New Vegas". Postanowiłem ponownie zmierzyć się z tematem, krótko wyjaśniając, czy fan poprzednich gier ma czego szukać na pustyni Mojave. Czy to jakiś sens? Zbliża się "Fallout 4", a wspominany dzisiaj tytuł można nabyć, nawet za jakieś pięć euro, więc ktoś może się skusi.

(...)

Jest ich 9. Jedna prywatna, a niektóre niezamieszkałe. Oddalone są tylko 30 kilometrów od Stambułu. Praktycznie można się tam dostać wyłącznie promem. A sam rejs trwa jakieś 45-60 minut. Kosztuje... 5 złotych.

Pytając rdzennych Stambułczyków o Wyspy Książęce i wymawiając magiczne słowo "adalar" zobaczymy szczery ogromny uśmiech na twarzy i usłyszymy wiele ciepłych słów. To znak, że warto zainwestować 5 złotych i wybrać się w te rejony.  Z racji na komfort psychiczny, radzę jednak celowo ominąć piątek i weekend. Panuje wtedy na wyspach przeogromny tłok i hałas.

[img] [img] [img] [img] [img]

Natomiast wybierając się na Adalary w środku tygodnia pracy poznać można prawdziwe oblicze Wysp Książęcych. Ciszę, spokój i wyjątkowy klimat nieskażony samochodami.

To jedno z nielicznych miejsc, w których nie uświadczymy samochodów, skuterów i motocykli prykających śmierdzącymi spalinami. Na wszystkich wyspach jest bezwzględny zakaz poruszania się pojazdami spalinowymi. Czy ktoś tego chce lub nie. Oczywiście spotkać można co jakiś czas samochód. Ale na pewno nie będzie to prywatny pojazd. Z reguły są to karetki, radiowozy i sprzęt ciężki potrzebny do wykonywania prac (...)

Szwecja postanowiła usunąć z legislacji pojęcie "rasy", jak zwykle w imię walki z czymśtam i podobnych pierdół. Okazuje się jednakowoż, że target jest przeciw:

Niektórzy są jednak sceptyczni. - Jak będzie można wystąpić o grant na walkę z rasizmem, jeśli koncepcja rasy zniknie z legislacji? - pyta Kitimbwa Sabuni z Krajowego Stowarzyszenia Afroszwedów.

O! I to jest zasadniczy problem. A może po prostu nie walczyć z niczym, tylko poprzyznawać wszystkim Afro- granty i problem rozwiąże się samoistnie?

Źródło. Warto wspomnieć przy tej okazji Kahnemana ["Pułapki myślenia", str. 229]; kto się nie zgadza z Żydem-noblistą, ten antysemita i nieuk:

Normy społeczne, które wzbraniają nam korzystania ze stereotypów (np. opór wobec idei rasowego profilowania przestępców), okazały się bardzo korzystne, budując równość międzyludzką i bardziej cywilizowane społeczeństwo. Jednak warto pamiętać, że zaniedbywanie trafnych stereotypów z natury rzeczy sprawia, iż nasze osądy nie będą optymalne. Z moralnego punktu widzenia opór przed posługiwaniem się sterotypami jest godny pochwały, jednak błędnym uproszczeniem byłoby przekonanie, że taka postawa nie pociąga za sobą żadnych kosztów. Te koszty są godziwą [polemizowałbym, czy zaledwie "godziwą" - t.] ceną za życie w lepszym społeczeństwie, jednak kiedy przeczymy ich istnieniu, to takie zachowanie - choć politycznie poprawne i dające przyjemne uczucie moralnej wyższości - z naukowego punktu widzenia nie daje się wybronić.

Chichocząc wrednie zwrócę tylko Państwu uwagę, że Kahneman wypowiada się ex cathedra jako, powiedzmy, "psycholog analityczny", nie etyk. Po (...)

[img]

Nowa świecka tradycja publikowania nominowanych opowiadań w darmowym e-booku ma się dobrze i oby tak zostało. Czy jednak same opowiadania mają się równie dobrze? No cóż, tu bywa różnie...


Kre(jz)olka (Krystyna Chodorowska)

Do czego może doprowadzić internetowy trend skracania słów, upraszczania języka i mieszania go z angielszczyzną? Bohaterkę opowiadania, która wychowała się w otoczeniu mówiącym niemal wyłącznie slangiem ("OMG, twój pierwszy dej w sql! Zaciesz, cnie?") doprowadziło to do sporych problemów z nauczeniem się normalnego języka - problemów tym bardziej dotkliwych, że uparła się zostać tłumaczką, a jak tu przebrnąć przez studia językowe, nie radząc sobie ze składnią i ortografią?

Tu muszę się przyczepić do niekonsekwencji: bohaterka jest zarazem narratorką, a jednak w narracji nijak nie widać jej problemów - całe opowiadanie (poza częścią dialogów, rzecz jasna) jest napisane perfekcyjnie poprawnym językiem. OK, to retrospekcja po latach, niby mogła przez ten czas doszlifować, ale zgrzyta mi to mocno.

(...)


Przeglądaj strony: